Psychoterapia - strona główna
Artykuły     Porady online     Książki     Testy     Więcej o mnie     Kontakt     Linki

Porady psychologiczne

Strona zawiera niektóre porady psychologiczne, udzielone przez internet w latach 1999-2000. Ze względu na brak czasu, w następnych latach zakonczylem udzielanie porad. Mam nadzieję, że wśród odpowiedzi na pytania innych osób uda się Państwu znaleźć potrzebne informacje.

Porady zostały uporządkowane tematycznie w następującej kolejności:

Bulimia
Problemy osób bliskich osobom chorym na bulimię
Nerwice
Problemy dorosłych dzieci alkoholików
Uzależnienie od alkoholu
Problemy małżeńskie
Inne



Bulimia

Szanowny Panie Boguslawie,

Bardzo ciesze sie, ze odnalazlam Pana strone gdyz pewnie nigdy nie zdobylabym sie na odwage zeby opowiedziec komukolwiek o moim problemie w inny sposob.

Droga Pani Barbaro,

w takim razie dobrze, ze Pani napisala do mnie.

Od mniej wiecej trzech lat cierpie na bulimie, tyle tylko, ze chyba nie jestem statystycznym przypadkiem cierpiacym na te chorobe poniewaz juz dawno nie mieszkam z rodzicami i nie dochodzi miedzy nami do wiekszych nieprozumien.

Oczywiscie. Jednak ma Pani nadal w swojej glowie poglady rodzicow na swoj temat.

Choc w przeszlosci bylo zupelnie inaczej. Wlasciwie od urodzenia bylam odrzucana przez ojca, a bardzo pragnelam jego akceptacji. We wszystkim co robilam bylam gorsza od mojej mlodszej siostry, ktora zawsze byla ladniejsza grzeczniejsza, madrzejsza i przez to bardziej rozpieszczana przez ojca.

Rozumiem i wspolczuje. W takiej sytuacji dziecko, nawet gdy rozumie niesprawiedliwosc takiego postepowania, ma tendencje do obwiniania siebie za swoj los. Tymczasem postepowanie ojca bylo w oczywisty sposob niewlasciwe.

Sytuacja ulegla zmianie dopiero przed paroma laty, kiedy to okazalo sie, ze moja siostra jest niedorajda zyciowa i mimo ze taka sliczna to w zyciu radzi sobie gorzej i przy okazji dostarcza rodzicom wielu niepowodzen. Kiedy okazalo sie, ze zaczynam osiagac sukcesu tato nagle zmienil front i ni stad ni zowad bardzo mnie pokochal.

Przykro mi, gdy rodzice uzalezniaja swoja milosc dla dziecka od jego osiagniec. Na szczescie znaczna czesc rodzicow, jak sadze, kocha swoje dzieci bezwarunkowo, za to tylko, ze sa.

Byc moze Pani ojciec czuje sie niepewnie i uzaleznia swoje poczucie wartosci od sukcesow dzieci. Byc moze sam byl podobnie traktowany. Mozna probowac zrozumiec jego zachowanie, ale jednak trudno je usprawiedliwic.

Szybko zapomnialam o latach upokorzen, mak psychicznych i fizycznych, i musze powiedziec, ze wlasciwie taka sytuacja mi odpowiada. Poniewaz ojciec jest czlowiekiem bardzo madrym, wyksztalconym i jedynym autorytetem w moim przekonaniu bardzo cieszy mnie jego uznanie dla mojej osoby i tego jak postepuje w zyciu.

Rozumiem. Dobrze, ze choc pozno, moze Pani dostac jego akceptacje. Szkoda tylko, ze trzeba bylo na nia zasluzyc.

Mysle jednak, ze wszystko potoczyloby sie inaczej gdyby od poczatku traktowal mnie jak wartosciowego czlowieka.

Tak.

Czasem analizuje sobie moje dzialania i dochodze do wniosku, ze to jak postepuje uwarunkowane zostalo wiele lat temu. Podam prosty przyklad. Zawsze zalezalo mi na akceptacji mojego taty. Kiedy zaczelam pracowac w szkole strasznie meczylam sie zabiegajac o dobra opinie poczawszy od uczniow a skonczywszy na kolegach z pracy i dyrekcji. Ciagle mialam przekonanie ze moge narazic sie na krytyke innych, dawalam z siebie wszystko, a ciagle balam sie jakiegos odtracenia. Chocby najmniejsze slowo krytyki bylo dla mnie ogromna porazka. A w tym zawodzie latwo o nieuczciwa opinie zwlaszcza ze strony uczniow.

Tak. To efekt braku akceptacji ze strony rodzicow. Co wiecej, zapewne spotykala Pani osoby, ktore dostrzegajac u Pani potrzebe akceptacji staraly sie manipulowac Pania, uzalezniajac okazywanie Pani akceptacji od spelniania ich nieuzasadnionych oczekiwan.

Mysle jednak, moja najwieksza bolaczka byl zawsze problem z zaakceptowaniem swojego wygladu. I to jest przyczyna mojej choroby. urodzilam sie ze znamieniem na twarzy, ktore zreszta dawno juz zostalo usuniete, ale przez cale dziecinstwo bardzo cierpialam z tego powodu. dokuczali mi wszyscy poczawszy od rowiesnikow a skonczywszy na wlasnym ojcu.

Dzieci bywaja niekiedy bezmyslne i okrutne. Szkoda, ze rodzice tez czasem tak sie zachowuja. Jednak przyczyna Pani klopotow jest postawa Pani ojca w dziecinstwie, a nie drobne defekty urody.

Mysle tez , iz to ze uroda mojej siostry byla zawsze bardzo podziwiana pomoglo mi popasc w ogromne kompleksy. Chyba nigdy nie lubilam siebie. Nawet teraz kiedy jestem mezatka i kiedy wiem, ze jednak podobam sie innym, nie moge jakos zaakceptowac siebie.

No wlasnie. Uroda nie ma tu nic do rzeczy. Jest sposobem na wyjasnienie sobie samej braku samoakceptacji: "moglabym lubic siebie, gdybym tylko byla ladniejsza... (szczuplejsza, inteligentniejsza, zdolniejsza, mlodsza, itp.). To oczywiscie zludzenie - moze Pani lubic siebie, niezaleznie od wygladu, czy wagi.

Ciagle problemy z waga, strach przed utyciem pomalu mnie wykancza. Poza tym czuje sie coraz slabsza, serce mnie potwornie boli, glowa wcale nie mniej.

Jeszcze tylko pare slow o tym jak zaczela sie moja "przygoda" z bulimia.

Otoz cztery lata temu zaszlam w ciaze, z czego nie bylam bardzo zadowolona poniewaz musialam wziac slub zeby nie przynosic wstydu rodzinie.

Nie "musiala" Pani, lecz zdecydowala sie Pani na to. Nikt nie moze zawrzec malzenstwa wbrew swojej woli.

po porodzie schudlam do wagi 45 kg przy wzroscie 173cm, bylam bardzo wychudzona bo wlasciwie przez kilka tygodni nic nie jadlam. Bylam w ogromnej euforii z powodu narodzin dziecka i wlasciwie jedzenie nie przynosilo mi wtedy zadnej satysfakcji, a przy tym pozytywne uwagi ze strony znajomych byly bardzo mobilizujace do tego zzeby nie jesc. kiedy organizm zaczal sie domagac pokarmu zwiekszonym laknieniem nad ktorym nie moglam zapanowac, zaczelam prowokowac wymioty. Najpierw raz dziennie, potem czesciej i czesciej a przy tym ciagle tylam. teraz mysle, ze wlasciwie juz troszke opanowalam sytuacje sama, wymioty sa rzadsze np. 5-6 razy w miesiacu, zwlaszcza wtedy gdy jest mi wyjatkowo zle. Martwie sie natomiast swoim zdrowiem. Jadam bardzo dziwnie. Nie wiem juz co znaczy jesc normalnie. Nie pamietam nawet jak jadlam przed ciaza. nie mysle juz o jedzeniu tak czesto jak np. rok temu , ale ciagle jest ono waznym elementem mojego zycia. probuje stosowac sobie wlasne teraapie, szukajac jakis pozytywnych emocji do rozladowania stresu i do odciagniecia mysli od jedzenia. nie tyje juz tak gwaltownie i nie chudne. Waze od roku miedzy 58 a 60 kg, ale chcialabym oczywiscie wazyc mniej.

Probowalam rowniez farmakologicznego leczenia na wlasna reke. Wyczytalam w jakims amerykanskim magazynie, ze w leczeniu bulimii bardzo pomocny jest prozac. Dostalam recepte od znajomego lekarza na polski odpowiednik tego leku. Oczywiscie nie powiedzialam mu w jakim celu potrzebuje tego leku.

Oczywiscie leczenie sie w ten sposob - oklamujac lekarza - jest bardzo nierozsadne. Jest wbrew Pani interesom. Jesli nie ma Pani zaufania do swojego lekarza - niech Pani znajdzie takiego, do ktorego bedzie miala Pani zaufanie. W przeciwnym wypadku moze sie zdarzyc, ze oprocz bulimii bedzie Pani jeszcze miala problem z uzaleznieniem od lekow.

Rozumiem, ze Pani wydaje sie, ze wszyscy potepiaja Pani wymiotowanie, tak jak Pani siebie potepia. Tymczasem nie musi to byc dla innych osob takie straszne, jak jest dla Pani. Ja np. mam duzo sympatii dla osob cierpiacych na zaburzenia jedzenia. Nie wydaje mi sie, zebym byl w tej sprawie wyjatkiem.

Bardzo sie rozpisalam, ale niestety nie mam komu o tym opowiedziec. kiedys bylam tak zdesprowana ze powiedzialam o tym mezowi, ale on sie specjalnie nie przejal. Wlasciwie to nie bardzo chce wierzyc.

Moze on Pania kocha i nie bardzo do niego dociera, ze Pani tak siebie nie lubi? A moze nie mozna oczekiwac od niego, ze bedzie rozumial, co sie z Pania dzieje, skoro Pani rowniez tego do konca nie rozumie?

Prosze powiedziec czy mam choc malutka szanse na odzyskanie rownowagi i czy taka terapie trzeba przejsc uczestniczac w niej osobiscie.

Oczywiscie, ze ma Pani szanse na wyleczenie sie z bulimii. Trudno oceniac to dokladnie tylko na podstawie kontaktu przez internet, ale jesli nie pominela Pani zadnych istotnych faktow, wydaje mi sie, ze ma Pani bardzo duze szanse na wyleczenie.

Oczywiscie terapii nie da sie zalatwic przez osoby trzecie, ani korespondencyjnie, ani poprzez lektury madrych ksiazek.

Warto czytac ksiazki i poradniki psychologiczne, zeby sie lepiej rozumiec. Emocje jednak zmieniaja sie w kontakcie z zywym czlowiekiem, a w przypadku bulimii trzeba wlasnie pracowac nad emocjami, a nie nad intelektualnym rozumieniem przyczyn swojego "irracjonalnego" zachowania.

Bardzo prosze o odpowiedz.

Dziekuje

Barbara

Pozdrawiam serdecznie i zycze powodzenia - :-)

Boguslaw Wlodawiec




Dzień dobry.

Zupełnie przypadkowo trafiłam na pana stronę, własciwie dzięki mojej młodszej siostrze, która mi poradziła, żebym poszukała specjalistycznej pomocy.

Ja jednak nie jestem pewna, czy faktycznie jej potrzebuję.

Otóż: od najwczesniejszego dzieciństwa mam problemy z waga, od lat jestem bardzo otyła, Zdarza mi się schudnąć, ale bardzo szybko to nadrabiam. Od jakiegos czasu obserwuję u siebie niepokojšce oznaki - potrafię mysleć tylko o jedzeniu. Samo jedzenie, tzn. to, co jem, nie sprawia mi już nawet przyjemnosci, tylko czynnosć, jem szybko i ogromne ilosci, dopóki nie poczuję,  ze już więcej nie dam rady. W trakcie czuję się tak naprawdę fatalnie, czuję do siebie obrzydzenie, ale ono zamiast mnie motywować do zmian, popycha mnie do jeszcze większego obżerania się. Każdy problem oczywiscie zajadam i to trwa już od lat.

Jesli chodzi o rodziców, to niestety mają oni tu swój udział - od kiedy sięgam pamięcią, zawsze słyszałam jaka jestem odrażająca przez to, że taka gruba. A przecież mogłabym być taką ładną dziewczyną, gdybym się tylko trochę postarała. Głupi przykład z czasów nastoletniech (mam teraz 27 lat): musiałam myć często włosy, bo mi się przetłuszczały, z jakichs powodów denerwowało to mojego ojca i niejeden raz słyszałam, że mogę sobie podarować to dbanie o włosy, bo i tak się to na nic nie zda, skoro jestem gruba i pozostanę nieatrakcyjna, lepeiej by było gdybym się w końcu zaczęła odchudzać. Trudno się chyba dziwić, że siedzi we mnie przekownanie, że tak wygladajac niewiele zdołam osiagnać.

To kilka szczegółów, nie bardzo wiem, co jeszcze mogłabym napisać, nie jest to przemyslany list, raczej bardzo spontaniczny, ale jesli sadzi pan, że nie jestem tylko objadajac się dziewczyną, która dopisuje analizę do tego objadania, będę wdzięczna za odpowiedz i odpowiem na każde pytanie.

Dziękuję.

Ilona

Droga Pani Ilono,

ma Pani racje. Trudno dziwic sie, ze ma Pani niskie poczucie wlasnej wartosci i ze czuje sie Pani nieatrakcyjna. Sposob motywowania Pani do schudniecia nie byl najszczesliwszy. Przypuszczalnie krytyka ojca negatywnie wplynela takze na Pani relacje z mezczyznami.

Jedzenie przynosi dorazna ulge w problemach emocjonalnych, dlatego zapewne sie Pani objada. Leczenie winno polegac na rozwiazywaniu problemow emocjonalnych, kontaktowaniu sie z przykrymi emocjami (zamiast ich unikania) i nauczeniu sie nawiazywania satysfakcjonujacych relacji z ludzmi.

Jest Pani w wieku, kiedy zazwyczaj mysli sie o zalozeniu rodziny. Nie jest to jednak celowe, zanim nie uporzadkuje Pani swoich relacji z mezczyznami. W przeciwnym wypadku istnieje ryzyko, ze nieudany zwiazek bedzie zrodlem dodatkowych problemow.

Objadanie sie moze takze byc zrodlem problemow zdrowotnych. Kompulsywne objadanie się może doprowadzić się do znacznej otyłości, która może być niebezpieczna dla zdrowia ze względu na większe ryzyko choroby wieńcowej, wylewu i ataku serca. Z kolei przeciwdzialanie otylosci przez prowokowanie wymiotow mogloby powodować schorzenia dzišseł i ubytki zębów, odwodnienie, zaburzenia równowagi elektrolitowej, zaburzenia pracy serca, uszkodzenie nerek, odwrócenie perystaltyki jelit. W skrajnych przypadkach prowadzi to do arytmii pracy serca, mogšcej spowodować smierć.

Podsumowujac, Pani problemy z jedzeniem moga wiazac sie przykrymi emocjami, problemami zdrowotnymi i trudnosciami z kontaktach z ludzmi, co z kolei moze utrudniac Pani zalozenie szczesliwej rodziny.

Mimo tych problemow moze Pani nic nie zmieniac w swoim zyciu, zyjac tak jak dotychczas.  Powstaje wowczas pytanie, czy odpowiada Pani jakosc takiego zycia.

Osobiscie zachecalbym Pania do psychoterapii. Ludzie roznia się jednak miedzy soba m.in. systemem wartosci. Nie wiem, na ile wazne sa dla Pani takie wartosci jak zdrowie, rodzina, rownowaga emocjonalna, uroda czy satysfacjonujace kontakty z ludzmi.

Jest Pani dorosla i sama musi Pani sobie na to pytanie odpowiedziec. Rozwazajac mozliwosc psychoterapii proszę wziac takze pod uwage, ze jest ona dluga, kosztowna i wymagalaby z Pani strony determinacji i zaangazowania.

Pozdrawiam serdecznie -

Boguslaw Wlodawiec 




Drogi Panie Boguslawie.

Mam 20 lat. Zachowania bulimiczne zaczely sie u mnie ponad 3 lata temu. Rok temu wyjechalam z rodzinnego domu na studia. Przez ten rok myslalam, ze sie wykoncze. Bolal mnie caly przelyk, migdalki i brzuch.Wymiotowalam do kilkunastu razy dziennie. Cale moje zycie toczylo sie wokol jedzenia. Zaczelam unikac ludzi, bo czesto mialam "ataki" i nie chcialam, by ktokolwiek widzial jak sie objadam. Zachowania te zaczely stawac sie coraz rzadsze, gdy zaczelam duzo czasu spedzac z moim chlopakiem. Nie robilam "tego" od ponad 2 miesiecy. Wciaz jem duzo, ale nie mysle juz o wymiotowaniu. Czy ja sie juz w koncu z tego wyleczylam? Czy z tego w ogole da sie wyleczyc, czy jednak zostaje sie bulimikiem nie praktykujacym, a TO ciagle w tobie drzemie?

Uprzejmie Pana prosze o odpowiedz. Bede Panu niezmiernie wdzieczna za odpowiedz na trapiace mnie problemy.

Droga Pani,

z bulimii mozna sie calkowicie wyleczyc (inaczej niz w przypadku uzaleznien od alkoholu, gdzie alkoholikiem zostaje sie do konca zycia, nawet, jesli sie nie pije). Jeśli Pani nie wymiotuje (ani nie stosuje innych metod obnizania wagi ciala jak glodowki, wyczerpujace cwiczenia fizyczne lub naduzywanie srodkow przeczyszczajacych), jeśli nie objada się Pani 2 razy w tygodniu lyb czesciej, jeśli nie myśli Pani ciagle o jedzeniu, ani nie odczuwa Pani nieustannej obway przed otyloscia, to oznacza, ze wyleczyla sie Pani z bulimii,. Zapewne w relacji ze swoim chlopakiem odwazyla sie Pani na zaspokajanie swoich potrzeb emocjonalnych, (np. bliskosci, zaleznosci) przez co jedzenie przestalo byc tak potrzebne. Jesli te przypuszczenia sa prawdziwe, to ciesze sie, ze sie Pani udalo i gratuluje. Zdarza sie, ze osoby z zaburzeniami jedzenia nie zdaja sobie sprawy ze swoich uczuc i potrzeb emocjonalnych w relacjach z najblizszymi, nie potrafia ich zaspokajac, nie daja sobie do nich prawa lub wiaza sie z nieodpowiednimi osobami.

Ciekaw jestem, czy czuje sie Pani bezpiecznie w tej relacji, czy tez obawia sie Pani o jej trwalosc, podobnie, jak obawia sie Pani o trwalosc uzyskanej poprawy objawowej? Poczucie bezpieczenstwa i zaufanie do drugiej osoby tworzy sie powoli, moze wiec nie miala Pani jeszcze dosc czasu, by poczuc sie bezpiecznie...

Niech Pani pamieta o tym, czego sie Pani nauczyla o sobie w relacji ze swoim chlopakiem. Nawet jesli jednak zdarzy sie Pani jeszcze sporadycznie wymiotowac, to jednak doswiadczenia zdobyte w tej relacji (akceptacja swoich potrzeb emocjonalnych i swiadomosc, ze moga zostac zaspokojone ) prawdopodobnie beda takze w przyszlosci ulatwiac Pani nawiazywanie bliskich relacji z ludzmi i poradzenie sobie z objawami bulimii.

Jesli zdarzy sie, ze objawy powroca, prosze do mnie napisac. Prosze opisac wowczas takze wydarzenia z Pani zycia i okolicznosci, ktore temu towarzyszyly - postaram sie Pani pomoc.

Pozdrawiam serdecznie -

Boguslaw Wlodawiec




Witam,

Jestem 23-letnia studentka, pracujaca w Warszawie. Panski adres znalazlam, przegladajac Internet w poszukiwaniu kontaktu z prawdziwym specjalista od spraw zywienia, ktory bylby w stanie mi pomoc. Od 7 lat cierpie na bulimie przeplatana dlugookresowymi glodowkami i juz zatracilam wszelkie nadzieje, ze kiedykolwiek bede normalna.

Prawde mowiac chodzilam przez jakis czas na psychoterapie w Poznaniu i nawet sie uspokoilam na caly rok, niestety wrocilo ze zdwojona sila i juz nie potrafie sobie pomoc. Chcialabym wierzyc, ze jest ktos, kto jest w stanie wskazac mi wlasciwa droge i pomoc zyc wlasnym zyciem, ale coraz bardziej sie boje, ze niestety trwa to za dlugo azeby terapia mogla odniesc pozadany skutek. Chyba jednak musze miec jakas nadzieje skoro znalazlam Pana i pisze, (nawet raz dzwonilam, ale odlozylam sluchawke...)

Przepraszam za tak dlugi list, ale czuje, ze chociaz jest Pan mezczyzna (chodzi o zrozumienie psychiki kobiet) moze mi Pan pomoc.

Prosze o jakikolwiek kontakt z Panskiej strony. Wiem, ze przyjmuje Pan prywatnie. Ja nie mam pojecia ile taka terapia moglaby trwae, biorac pod uwage, ze ostatnia nie poskutkowala, a do tego zaczelam przyjmowac cyklicznie amfetamine. Co Pan o tym sadzi ? Potrafi mi Pan pomoc?

Serdecznie Pozdrawiam,

Danuta (mieszkam w Warszawie)

Droga Pani Danuto,

uwazam, ze powinna Pani zglosic sie do poradni odwykowej, by leczyc sie z uzaleznienia od amfetaminy. Uzaleznienie to jest w tej chwili najwazniejsza sprawa, gdyz moze prowadzic do powaznych szkod zdrowotnych lub do smierci. Ostre zatrucie amfetamina (powyzej 30 mg amfetaminy) objawia sie bardzo silnym pobudzeniem, niepokojem, drgawkami, przyspieszeniem tetna, podwyzszeniem cisnienia tetniczego i temperatury ciala, dusznoscia, rozszerzeniem zrenic, bezsennoscia. Po bardzo duzych dawkach (powyzej 100 mg) powyzsze objawy przechodza w stan zupelnego wyczerpania z utrata swiadomosci, zwolnieniem czynnosci serca, spadkiem cisnienia, porazeniem zwieraczy i krwiomoczem. Smierc następuje wskutek wstrzasu lub porazenia osrodka oddechowego (depresja oddechowa).

Tak wiec w tej chwili najwazniejsze jest natychmiastowe i calkowite odstawienie amfetaminy. Powinna Pani uczestniczyc w terapii odwykowej, najlepiej na oddziale calodobowym lub kilka razy w tygodniu w poradni.

Pozdrawiam serdecznie, zycze wytrwalosci i powodzenia -

Boguslaw Wlodawiec




Czy osoba wazaca 40 kg oraz majaca 160 cm jest juz powaznie chora jezeli tak to gdzie ma sie udac, do jakiego lekarza czy sa sanatoria dla takich ludzi? Nie mam miesiaczki od paru mi-cy, gdyz prawdopodobnie mam bulimie. Morfologie krwi mam dobra, zas PRL- 8.0, a FSH 6,2. Czy te wyniki sa w porzadku?

Prosze o odpowiedz oraz o propozycje, jakie badania mam jeszcze wykonac.

Droga Pani,

Glodzenie sie moze byc niebezpieczne dla zdrowia z roznych powodow (m.in. zaburzenia rownowagi elektrolitycznej). Wsrod niewielkiego odsetka anorektyczek prowadzi nawet do smierci z glodu. W takich przypadkach leczenie prowadzi sie w szpitalu, stosujac kroplowki i odpowiednie odzywianie.

Bulimia prowadzi do roznego rodzaju zaburzen spowodowanych czestymi wymiotami: kwasy zoladkowe niszcza zeby, moze dojsc do chorob dziasel, zaburzen pracy serca spowodowanych odwodnieniem i zachwianiem rownowagi elekrolitycznej, uszkodzenia nerek, odwrocenia perstaltyki jelit i innych.

Zachecam do lektury ksiazek na ten temat:

  • Na bakier z jedzeniem" Marthy Jablow

    "Anoreksja i bulimia psychiczna" pod redakcja prof. Barbary Jozefik

    Anoreksja, bulimia, otylosc" Gerarda Apfeldorfera

    Bulimia i anoreksja" Suzanne Abraham i Dereka Llewelyna -Jonesa.

Nie jestem lekarzem, lecz psychologiem – nie jestem kompetentny, by oceniac wyniki badan krwi.

Nie potrafie tez ocenic, jakie sa szanse na samodzielne wyleczenie sie z bulimii - do mnie trafialy osoby, ktore nie mogly pomoc sobie same.

Pozdrawiam serdecznie -

Boguslaw Wlodawiec




Drogi Panie.

Znalazlam Panska strona, przedzierajac sie przez strony Internetu w poszukiwaniu odpowiedzi na meczace mnie problemy. Mam 26 lat. Od 2 lat jestem chora (to moja wlasna diagnoza) - pojawiaja sie u mnie tzw. napady wilczego glodu (bulimia?). Zdarza sie to bardzo czesto, i o ile do tej pory byla to jedynie kwastia samego jedzenia, o tyle od ponad pol roku odczuwam bardzo silne dolegliwosco fizyczne (bol glowy, wzdecia, bol stawow, temperatura, i przede wszystkim: calkowita niemoznosc koncentracji)

Pracuje w banku i "myslenie" szczegolnie mi sie przydaje. Ponadto zrobilam sobie wiekszosc badan i wszystko (podkreslam) jest w normie. Poza jednym wynikiem - OB po 1 godz - 108. Z nikim nie rozmawialam na temat mojej dolegliwosci (wstyd). Ponadto w sytuacjach, gdy tak zle sie czyje raczej nie spotykam sie z przyjaciolmi. Ale dlaczego do Pana pisze. Byc moze jest mi latwiej niz w bezposredniej rozmowie u lekarza powiedziec o swoich problemach. Ponadto lekarze do ktorych sie zwracalam zaczeli przepisywac mi leki, ktorych zazywanie moze miec niedobra konsekwencje dla mojego zdrowia (neurolog przepisal mi sterydy - (stwierdzil ostre zapalenie stawow bez potwierdzenia w wynikach), ktore moga spowodowac dalsze poglebienie sie mojej depresji i nerwicy).

Moje pytania sa nastepujace:

1. Czy jestem w stanie pomoc sobie sama?

Droga Pani Karolino,

do mnie trafialy osoby, ktore nie potrafily sobie pomoc same. Nie wiem wiec, czy sa takie osoby, ktore same sobie pomogly. Byc moze jest to mozliwe, np. w przypadku braku umiejetnosci przyjmowania ciepla nauczyc sie samej, jak przyjmowac cieplo od innych osob, czy w przypadku trudnosci separacyjnych nauczyc sie jak stopniowo odseparowywac sie od rodzicow. Sadze jednak, ze wowczas potrzebne byloby Pani wsparcie bliskich osob czy przyjaciol.

Przeczytalam, ze przyczyna choroby jest brak ciepla i brak akceptacji swoich rodzicow. (nie wiem), Chcialam tylko nadmienic, ze od niedawna spotykam sie z kims, na kim bardzo mi zalezy i mam dzieki niemu wiecej sily (nieswiadomie pomaga mi).

Ciesze sie, ze ma Pani bliska osobe.

2. Co moge zrobic w sytuacji, gdy pojawia sie ten wstretny moment (ktory jest zreszte dla mnie trudny do wychwycenia) "wilczego glodu.

 Dlaczego nazywa Pani go "wstretnym"? Ciekaw jestem, co jest dla Pani wstretnego w fakcie odczuwania takiego silnego glodu?

 Objadanie sie moze byc raczej tylko objawem problemow emocjonalnych, wiec nie ma powodu zajmowac sie samym objadaniem, ani walczyc z nim, lecz problemami, ktore sa jego przyczyna. Okolicznosci, w jakich pojawia sie ten objaw sa o tyle ciekawe, ze moga wskazywac na przyczyny, tj. problemy emocjonalne, ktore nalezaloby rozwiazac.

Nalezaloby ustalic, jakich uczuc wyrazem jest wilczy glod. Jesli wyraza np. potrzebe ciepla, nalezaloby znalezc bezpieczny sposob zaspokojenia jej. Z drugiej strony zaspokojenie tych potrzeb moga utrudniac dotychczasowe doswiadczenia z bliskimi osobami. Te doswiadczenia moga utrudniac Pani samodzielne znalezienie rozwiazania - np. mysl o poszukiwaniu bliskosci i ciepla moze budzic u Pani podobny wstret, jaki budzi objadanie sie.

 Z gory bardzo dziekuje za odpowiedz.

Karolina

 Mam bardzo ogolne informacje na Pani temat, wiec moge udzielic tylko ogolnych odpowiedzi, niekoniecznie adekwatnych do Pani problemu. Jesli napisze Pani cos wiecej nt. swoich relacji z rodzicami i nt. okolicznosci, w jakich pojawil sie objaw po raz pierwszy i w jakich zazwyczaj pojawia sie teraz, postaram sie dac Pani bardziej szczegolowe odpowiedzi.

W kazdym przypadku bede wdzieczny za informacje, jak sobie Pani poradzila z ta sprawa.

Pozdrawiam serdecznie -

Boguslaw Wlodawiec




Dzień dobry

moja mama myśli, że chodzę po świecie szukając "nowej mamy"- siebie samą redukuje do roli bezuczuciowej rodzicielki. Ja zaprzeczam, a potem...
gdy miałam siedem lat przeżyłam chyba pierwszą fascynację, w moich marzeniach królowała wychowawczyni-stała się symbolem troskliwości i opiekuńczości. Godzinami wyobrażałam sobie jak cudownie byłoby być blisko niej, przutulić się, pozwolić pogłaskać po głowie- śniłam o jej widoku, dotyku, usmiechu. dwa lata później, moim idealnym dorosłym stała się siostra zakonna-była wcieleniem delikatności i niewinności. Każda katecheza była długo wyczekiwaną szansą na nasycenie się jej widokiem Co tydzień wracałyśmy tą samą droga-byłam jej przewodnikiem kiedy odwiedzała chorych. Rozmawiałyśmy, śmiałyśmy się- ja zdenerwowana, zmieszana-ona taka czysta i dobra. Ja taka winna, ogarnięta uczuciem, które wydawało mi się niegodne, brudne i grzeszne.

Tkwiłam w centrum sprzecznych żądz-z jednej strony pragienia urzeczywistnienia marzeń o bliskości katechetki, z drugiej osaczona ogromnym poczuciem winy, bo jestem zła, nieczysta.
jako dwunastolatka uosobieniem dobroci stała się dla mnie pewna opiekunka na obozie harcerskim. w myślach, głęboko, by nikt nigdy nie dowiedział się, że przed snem myślę tylko o niej, że stanowi cel mojego życia, ostoję ciepła, czułości, zrozumienia. Była moją boginią-jej dotyk rozpamiętywałam setki razy, przywołując w pamięci jej obraz. Nienawidziłam osób, które dażyła jakimikolwiek wzgledami, byłam zazdrosna, nie chciałam pozwolic, by ktokolwiek mi ją zabrał. Chciałam, by była tylko moja, pełna miłości, taka piękna i doskonała-trzymając jej dłoń mimo zmęczenia mogłam iść na koniec świata, chciałam chorować po to tylko, by ona mogła się mną zająć. Być tuż obok, blisko mnie. W pociągu trzymała głowę na moich kolanach, siedziałam bez ruchu kilka godzin, bojąc sie poruszyć, by jej nie zbudzić. Te chwile dały mi więcej niż cokolwiek innego.

Miałam piętnaście lat, gdy moim ideałem stała się szkolna psycholog-kwintesencja wrażliwości, ciepła, wcielenie dobroci, szlachetności i czystości. Moje uczucie do niej- brudne i zakazane, krzywdzące. Najsilnejsze i najburzliwsze ze wszystkich uczuć, jakiech dane mi było doznać.
od tamtej pory minęło blisko pięć lat-cierpienie, frustracja, podziemny krąg czarnych myśli, przeplatanych cotygodniową iskierką, niepokój, lęk, strach. Jedno jej słowo potrafiło wznieść mnie nad obłoki, jedo jej słowo potrafiło zepchnąć mnie na samo dno. Była całym moim światem, wszystkim, czego pragnęłam, potrzebowałam, czego wstydziłam się i bałam. Była jedynym celem i jedynym sensem mojego życia. Kiedy nie było jej, nie było mnie, nie potrafiłam bez niej istnieć. Rodzice poczuli się zdradzeni, a ja nie miałam już domu. wszystko było pełną zakłamania fikcja, istnieliśmy obok siebie, unikając spojrzeń pełnych bólu i pełnych kłamstw. Zakazali mi widywac się z Nią.

Wkrótce potem zapragnęłam umrzeć. Przestałam śmiać się, mówić, jeść.Chciałam być pusta, fizycznie czuć jak gnije całe obrzydliwe wnętrze, pełne uczuć złych. Pamiętam Głos, tak nazwałam coś, co atakowało z nienacka natłokiem mysli, niepokoju, kiedy nocą waliłam głową w mur i nakrywałam głowę kordłą, ze wszystkich sił usiłując zasnąć. Myśl o śmierci paradoksalnie przynosiła ulgę-więc tysiąc razy codziennie przeżywałam swoją śmierć, umierałam po trochu, w końcu poczułam się martwa. Wszystko było tak cholernie nieważne, tak strasznie bez sensu i znaczenia. Każdy najmniejszy ruch wymagał ode mnie takiego nakładu energi, iż z trudem robilam cokolwiek, czułam bezwład całego ciała. Po pewnym czasie zaczęłam zachowywać sie i czuć jak maszyna nastawiona na wykonywanie określonych czynności, z których każda musiała być wykonana na najwyższym poziomie, wszystko miało swój czas. Miałam coraz więcej nawyków, talizmanów i rzeczy, które miały mnie uchronić przed karą. Czekałam na karę za zło, które kryłam w sobie. Czasami czułam się jak w transie. Kiedyś mówiąc rożaniec zemdlałami dostałam drgawek, nie chciałam się ocknać. Mama zaprowadziła mnie do lekarza stwierdził anemię, wypisał recepty i skierowanie do psychologa- nie miesiączkowałam ponad rok.

Minął rok, a ja coraz głębiej zatapiałam się w swój świat.Wtedy znałazłam się w gabinecie psychologa, z którym "pracuję" od prawie dwóch lat. od ponad roku jestem stale na lekach, antydepresyjnych, nasennych. Cały czas myślę o śmierci, po próbie samobójczej dwa miesiące spędzilam w szpitalu psychiatrycznym, określona mianem osobowości anankastyczno-depresyjnej.

Nie patrzę już z dziką satysfakcją na swoje kościste nadgarstki, coraz rzadziej wymiotuję, nie myślę obsesyjnie o swojej wadze, choć jedzenia wciąż nie traktuję jak rzecz naturalną- jem w samotności, przeżuwając i wypluwając, po kryjomu zjadając słodycze.

Uwielbiam swoją psycholog. Czasami wolałabym, żeby nie była taka dobra. Może wtedy wszystko byłoby łatwiejsze, może nie byłoby dni, w których mi jej brakuje, może sam jej uśmiech nie działałby tak kojąco, może nie przychodziłabym do niej, aby poczuć się bezpiecznie w zacisznym gabinecie. Czasami wolałabym, żeby była zupełnie inna.

Rozumiem co się ze mną dzieje, czytałam też o osobowości symbiotycznej. Pytam co robić?

Klaudia

Droga Pani Klaudio,

odpowiadając na Pani pytanie doradzałbym Pani chodzić regularnie na terapię i cieszyć się emocjonalną bliskością swojej terapeutki. Może Pani brać od niej wszystko to, co Pani dostaje w ramach określonych przez terapię - ciepło, życzliwość, opiekę, bezpieczeństwo, poczucie bliskości.

Zarazem proszę starać się zrozumieć, że ona musi przestrzegać pewnych granic - nie może wyjść poza ramy terapii, nie może Pani adoptować, nie może z Panią współżyć seksualnie, nie może poświęcać Pani swojego prywatnego czasu.

Mogą być chwile, że będzie Pani wydawało się, że to wszystko, co Pani od niej dostaje, to za mało. Że zawsze pozostanie Pani nienasycona. Uważam jednak, że najlepszym sposobem poradzenia sobie z tendencjami symbiotycznymi jest zaspokoić symbiotyczne potrzeby w terapii. O ile jednak małe dziecko zaspokaja je w pierwszych latach życia będąc z matką razem niemal non-stop, to w Pani wypadku nie jest już to możliwe - ponieważ terapeutka nie może Pani adoptować. Dlatego niestety czasem będzie Pani przeżywać frustracje związane z jej nieobecnością i będzie Pani cierpieć z powodu jej braku.

Mimo to uważam, że warto, by Pani znosiła tą frustrację i pomimo faz zawodu, złości czy zniechęcenia, pielęgnowała poczucie więzi z terapeutką. Najprawdopodobniej z czasem nasyci się Pani jej bliskością i zapewne nabierze Pani odwagi, by zacząć stopniowo eksperymentować z poszukiwaniem podobnej bliskości poza terapią, w relacjach z innymi ludźmi, z rówieśnikami, czy z chłopakami. Z czasem będzie miała Pani poczucie więzi także z innymi ludźmi, a zależność od terapeutki w naturalny sposób będzie słabnąć. Gdy nasyci się Pani symbiotyczną więzią, powoli stanie się Pani dojrzałą emocjonalnie kobietą, gotową do dawania podobnej opieki swojemu dziecku.

Pozdrawiam serdecznie –




Problemy osób bliskich osobom chorym na bulimię

Dzien dobry

Znalazlem panska strone w sieci i mysle ze dobrze robie piszac do pana gdyz sam chyba nie jestem w stanie rozwiazac tego problemu. Postaram sie w skrocie nakreslic obraz calej sytuacji ( jak najbardziej obiektywnie ) Problem dotyczy mojej zony ma ona 28 lat 165 cm i wazy 40 kg - to chyba nie jest OK. Do niedawna nie zwracalem na to az tak duzej uwagi poniewaz wszystkie badania krwi oraz stan ogolny zdrowia nie wskazywal na to ze cos sie dzieje niedobrego. I dalej zadne choroby sie jej nie imaja , no wlasnie czy wszystkie? Po ostatnich rozmowach z zona dowiedzialem sie ze jak jest w domu sama i zjadla cos wczesniej to idzie wymiotowac bo wydaje jej sie ze za duzo zjadla - po posilku nie jest jej niedobrze a wrecz przeciwnie one sama prowokuje te wymioty. Nie wiem co wiecej napisac co by moglo najlepiej zobrazowac te sytuacje. Prosze o rade lub jakies pytania ktore by pozwolily dokladniej opisac sytuacje odpisze jak najszybciej. Jezeli jest to mozliwe to prosze o kontakt w Krakowie gdzie moglbym sie udac.

Prosze o szybka odpowiedz

Jan L.

Drogi Panie Janie,

wyglada na to, ze Pana zona ma anoreksje. Jej indeks BMI wynosi 14,7, a wiec jest na granicy miedzy niedowaga a wyniszczeniem.

W Krakowie moge polecic Panu psychoterapie w Instytucie Terapii Gestalt, ul Nowohucka 33,   tel. 012/656-44-96, lub w Polskim Instytucie Terapii Krótkoterminowej, ul Kościuszki 58/5, tel 012/ 421-55-00.

Pisalem w jednym z wczesniejszych listow, odpowiadajac komus bedacemu w podobnej sytuacji, jak mozna zachowywac sie wobec niej, by jej pomoc. Moj tekst o bulimii moze takze pomoc Panu zrozumiec jej wahania nastrojow i jej reakcje wobec Pana.

Sciskam dlon -

Boguslaw Wlodawiec




Dzien dobry.

Poszukujac na internecie informacji dot. zaburzen w odzywianiu sie znalazlem m.in. panska strone. Mam pewne pytanie i bylbym wdzieczny gdyby pomogl mi pan znalezc jakas odpowiedz. Chodzi o moja dziewczyne. Od dluzszego czasu, ma ona powazne klopoty z normalnym jedzeniem. Przede wszystkim bardzo czesto zdarza jej sie wymiotowac po jedzeniu, jednak nie doprowadza to jak na razie do np. chudniecia (jak chyba w anoreksji). Poza tym bardzo czesto w ogole odmawia posilkow, lub je bardzo malo, z drugiej jednak strony zdarza jej sie podjadac (czasem sporo) pomiedzy posilkami. Efektem ubocznym jej klopotow sa oprocz naprawde zlego stanu psychicznego (ktory okreslilbym jako depresyjny) np. wrzody. Z tego powodu, bardzo czesto cierpi tez na bol brzucha. Generalnie rzecz ujmujac nie wyglada to najlepiej. Najgorsze jest to, ze nie mam pojecia jak jej pomoc.

Drogi Panie Jacku,

moze Pan probowac jej pomoc, ale moze to byc dla Pana trudne. Panska dziewczyna zapewne potrzebuje psychoterapii. Natomiast milosc miedzy kobieta a mezczyzna to co innego niz psychoterapia - oczekuje sie wzajemnosci w dawaniu i braniu. W psychoterapii natomiast relacja przypomina nieco relacje miedzy rodzicem a dzieckiem - dziecko ma emocjonalne oparcie w rodzicu, ale rodzic nie moze oczekiwac oparcia ze strony dziecka. Panu moze byc bardzo trudno nie oczekiwac od niej w zamian wsparcia w trudnych chwilach, czy w Pana klopotach. I slusznie - Pana emocjonalne potrzeby sa tak samo wazne, jak jej. Nie ma Pan obowiazku byc dla niej psychoterapeuta.

Jesli jednak decyduje sie Pan pomoc swojej dziewczynie, niech Pan bedzie dla niej czuly i opiekunczy, lecz bez narzucania sie. Niech sie Pan nie dziwi, gdy okaze sie, ze niekiedy ona nie umie tego przyjac - wtedy niech Pan tylko wyslucha jej watpliwosci i zastrzezen zwiazanych z bliskoscia z drugim czlowiekiem. Niech Pan stara sie akceptowac wszelkie jej uczucia (choc oczywiscie nie kazdy sposob ich wyrazania).

Chcialbym, zeby poszla do jakiegos specjalisty.

To dobry pomysl.

Ale po pierwsze ona nie chce tego zrobic, bo twierdzi, ze skoro ona sobie sama z tym nie radzi, to jak jakis obcy czlowiek moglby,

To niepowazny argument, zwłaszcza, jesli odnosic to takze do innych specjalistow, np. stomatologa. Ja np. nie umiem sam zaplombowac sobie zeba, ale moja dentystka robi to bardzo sprawnie.

Przypuszczalnie mozna pomoc Panskiej dziewczynie. Jednak Panska dziewczyna jest wolnym, doroslym czlowiekiem i ma prawo robic jak uwaza za sluszne, dopoki nie szkodzi innym. Moze np. zmarnowac sobie zdrowie i zycie. Nikt nie ma obowiazku sie leczyc. A jesli Pan tego nie moze zaakceptowac, to nie jest jej problem. Nie musi Pan przeciez uzalezniac swojego szczescia od niej, ani od tego, co ona robi ze swoim zyciem.

Niech Pan nie liczy na to, ze uszczesliwi Pan ja wbrew jej woli (notabene jest niewykluczone, ze juz byla tak uszczesliwiana przez rodzicow - ze skutkiem, ktory moze Pan dzis obserwowac).

Ale moze Pan pomoc jej znalezc pomoc, jesli ona sie zdecyduje jej szukac. Moze Pan takze dostarczyc jej informacji na temat zaburzen jedzenia i jego leczenia, pozostawiajac jej wolna reke, co ona z ta informacja zrobi - np. moj tekst, albo ksiazke Barbary Jozefik "Anoreksja i bulimia psychiczna" (do dostania w ksiegarni na Wydziale Psychologii, ul. Stawki 7, w godz. 10-14; zapewne tez jest w niektorych bibliotekach).

Wystarczy, ze pozyczy Pan jej ta ksiazke, czy zostawi na widocznym miejscu w swoim pokoju. Na pewno przeczyta, gdy zostanie z nia sama na dluzej.

Tak wyglada ogolnie nasza sytuacja. Bylbym wdzieczny gdyby w jakis sposob mogl Pan mnie naprowadzic na wlasciwy sposob postepowania. Jezeli bedzie taka potrzeba moge odpowiedziec na wszelkie pytania.

Z gory dziekuje.

Jacek

Sciskam dlon -

Boguslaw Wlodawiec

 




Prosze Pana o kilka slow, ktore byc moze pomoga mi rozwiazac problem, ktory dreczy mnie juz od kilku miesiecy. Otoz chodzi tu o moja dziewczyne, ktora jest w wieku 22 lat, i cala sprawa polega na tym, ze bardzo malo spozywa posilkow w ciagu dnia. Juz od kilku miesiecy (7) jestesmy razem, a ona nie poprawila swojej diety poprzez zwiekszanie ilosci pokarmu w ciagu dnia. Jej codzienne menu wyglada nastepujaco:

- rano: jablko

- zamiast obiadu: salatka lub surowka w niewielkich ilosciach (ok.200g)

- czasami jako obiad ok. 200g brukselki lub kalafiora na cieplo

- kolacja, podwieczorek: jablko+pomarancz, lub obecnie ok. 300g truskawek

Jak sam Pan widzi to wszystko niepokoi mnie bardzo, tym bardziej, ze moja dziewczyna wie o tym, rozmawiam z nia na ten temat, staram sie ja przestrzec przed grozacym jej niebezpieczenstwem, a ona nie zmienia w dalszym ciagu swego postepowania. Niestety nie chce mi powiedziec o swojej wadze, ale przypuszczam, ze jest ona w granicach 50 kg. Chcialem jeszcze dodac, ze jak dotychczas nie wystepuja u niej objawy wymiotow, itp., mam tu na mysli to, ze nie zmusza sie ona do wymiotow (przypuszczam wiec, ze nie jest to bulimia a anoreksja, poniewaz wlasnie przeczytalem Pana artykul na ten temat). Moja prosba polega na tym, ze prosilbym o kilka slow pomocnych dla mnie w rozwiazaniu tego problemu, tzn., do kogo moglbym sie zwrocic w celu leczenia, porad lekarskich, jaka specjalnosc lekarza, itp.Byc moze bedzie Pan wiedzial o osrodkach tego typu w Skierniewicach (tam mieszka moja dziewczyna), lub jakies inne informacje, ktore mi pomoga.

Za kazda pomoc z gory serdecznie Panu dziekuje, pozdrawiam,

Dariusz

Drogi Panie Dariuszu,

przepraszam, ze przez kilka dni nie moglem Panu odpowiedziec.

Niestety, nie umiem Panu doradzic, do kogo zwrocic sie w Skierniewicach po pomoc. Wsrod psychologow i psychiatrow niewielu jest psychoterapeutow, a i tak tylko czesc z nich rozumie zaburzenia jedzenia. Najblizej chyba ma Pan do Lodzi - tam istnieje dobry osrodek - Polski Instytut Ericksonowski, ul. Wioslarska 27, tel. 042/688-48-60.

Jesli chodzi o zmotywowanie dziewczyny do leczenia, to nalezy tylko raz, krotko wspomniec o takiej mozliwosci, bez naciskania na to, czy wielokrotnego namawiania. Niech Pan wydrukuje moj tekst i jej pozyczy. Jesli nie bedzie chciala czytac, niech Pan go pozostawi gdzies u siebie na widocznym miejscu i stworzy jej mozliwosc zajrzenia do niego ukratkiem, gdy Pana nie bedzie w pokoju. Moze pan porozkladac po pokoju takze inne publikacje na ten temat, np. ksiazke Barbary Jozefik "Anoreksja i bulimia psychiczna" - jest jeszcze w ksiegarniach.

Z mojego tekstu wynika tez schemat postepowania z takimi osobami. Akceptacja dla jej slabosci, dzieciecej potrzeby zaleznosci, jesli odwazy sie ja pokazac (zapewne woli demonstrowac niezaleznosc), okazywanie ciepla, gdy zechce je przyjac. Nie nalezy jej zmuszac do przyjmowania opieki, ani do jedzenia, ale byc gotowym dawac opieke, gdy bedzie jej chciala, tyle, ile bedzie chciala. Pozwalac jej zwiekszac dystans, gdy tego potrzebuje i wracac, kiedy ma na to ochote. Pomagac w ekspresji zlosci, najlepiej w taki sposob, by zmniejszyc ryzyko zranienia kogokolwiek. Pomagac w odseparowywaniu sie od rodzicow w tempie dla niej odpowiednim - bez zadnych naciskow z Pana strony.

To niestety tylko latwo sie pisze. Pan ma swoje potrzeby emocjonalne i jest Pan z nia takze po to, by je zaspokajac, a nie po to, by byc jej psychoterapeuta bez wlasnych oczekiwan wobec niej. Dlatego obawiam sie, ze bez fachowej pomocy bedzie Panu bardzo trudno, a znalezienie fachowej pomocy wcale nie musi byc latwe.

Niech Pan napisze, jak bedzie mial jeszcze jakies pytania - postaram sie pomoc. Niestety, intelektualne rozumienie natury problemow emocjonalnych nie zawsze wystarcza do ich rozwiazania. Dlatego psychoterapia musi byc praca na emocjach, a nie wyjasnianiem.

Sciskam dlon i zycze powodzenia –

Boguslaw Wlodawiec

 




Witam serdecznie!

Z wielkim zainteresowaniem przeczytalem Panski tekst dotyczacy anoreksji. Niestety problem ten dotknal rowniez mnie.

Drogi Panie Adamie,

z tego co pisze Pan dalej wynika, ze to Pana dziewczyna ma problem z jedzeniem, a nie Pan. Rozumiem, ze wspolczuje Pan swojej dziewczynie i szuka Pan sposobow, zeby jej pomoc i doceniam to. Nie zmienia to jednak faktu, ze to jest jej problem.

Wszystko zaczelo sie dosc niewinnie. Okolo 1,5 roku temu moja dziewczyna zaczela stosowac przerozne diety, coraz bardziej rygorystyczne i wymyslne.

Kulminacja nastapila latem, kiedy Zosia nie jadla prawie nic. W sierpniu przestala miesiaczkowac. We wrzesniu przy wzroscie 160 cm wazyla 42 kg. terapii podjeli sie lekarze z katowickiego szpitala rejonowego.W chwii obecnej wazy 46 kg. Byloby to moze doprzyjecie gdyby nie fakt, ze jest to stan niestabilny, wymuszony przez rodzicow, ktorzy musza "pilnowac" Zofii przy jedzeniu jak malego dziecka. Stalo sie tak moim zdaniem na skutek niekompetencji katowckich lekarzy, poniewaz zaprzestali terapii po dojsciu do ww. wagi.

Przypuszczam, ze Pana dziewczyna byla w szpitalu rejonowym na oddziale internistycznym. Jesli zajmowal sie nia gastrolog czy internista, to oczywiscie nie byl przygotowany do prowadzenia psychoterapii. Zadanie, jakiego mogli podjac sie lekarze w tej sytuacji, to ratowanie zycia zagrozonego wskutek glodzenia sie, (np. przywrocenie rownowagi elektrolitowej, odzywianie dozylne w przypadku odmowy przyjmowania pokarmow lub utraty przytomnosci). Jak rozumiem, to zadanie wypelnili z powodzeniem - zycie Panskiej dziewczyny w tej chwili zapewne nie jest zagrozone. Byc moze wszystko, co mogli jeszcze zrobic, to wreczyc jej przy wypisie skierowanie do poradni zdrowia psychicznego. Gdyby waga Panskiej dziewczyny spadla ponownie, lub gdyby zaczela tracic przytomnosc, powinna wrocic do szpitala.

W dniu dzisiejszym probuje namowic Zosie na terapie z innymi specjalistami spoza naszego miasta, niestety stwierdzila ze terapia do niczego nie prowadzi i nie jest jej potrzebna.Czuje sie bezradny, nie wie zupelnie jak postapic, bardzo prosze o rade co moge zrobic. Jestem gotowy absolutnie na wszystko.

Zyjemy w wolnym kraju i kazdy dorosly czlowiek moze dbac o swoje zdrowie tak, jak uwaza za sluszne. Panska "gotowosc na wszystko" troche mnie niepokoi. Jak rozumiem, Pana dziewczyna jest dorosla, wiec sama decyduje o swoim zdrowiu, czy o swoim jedzeniu. W tej sprawie rzeczywiscie jest Pan bezradny. Jedyne, co moze Pan zrobic, to podrzucic jej literature dotyczaca anoreksji (wymienialem juz tytuly i autorow), ew. artykuly w prasie kobiecej. Moze Pan zachecac ja do psychoterapii, ale bez specjalnego naciskania, gdyz efekt moze byc odwrotny od zamierzonego. Psychoterapia wymaga decyzji i zaangazowania pacjenta. Przychodzenie do psychoterapeuty dla swietego spokoju, albo po to, zeby udowodnic bliskim, ze nic mi nie pomoze - zazwyczaj nie ma wiekszego sensu. Chyba, ze w trakcie terapii pacjent sam podejmie decyzje, zeby sie w nia zaangazowac.

Tak wiec w sprawie swojego jedzenia decyzje podejmuje Pana dziewczyna i Pan ma w tej sprawie niewiele do zrobienia. Podejmowanie z nia walki o to, by jadla wiecej, to podejmowanie gry, w ktorej nie mozna wygrac.

O tym, jak moze Pan zachowywac sie wobec niej w Waszej relacji - juz pisalem kiedys, odpowiadajac komus innemu, bedacemu w podobnej sytuacji jak Pan. Znajdzie Pan to na mojej stronie. Pomijajac wiedze i umiejetnosci psychoterapeutyczne - wchodzenie w role psychoterapeuty swojej dziewczyny wiaze sie z duzymi trudnosciami (relacja miedzy kobieta a mezczyzna jest czyms innym niz relacja psychoterapeuta - pacjent; bardzo trudno moze byc Panu pogodzic te role). Gdyby mial Pan jeszcze jakies pytania, lub problemy w Waszej relacji, zwiazane z jej emocjami - prosze do mnie napisac.

Sciskam dlon -

Boguslaw Wlodawiec

 




Witam,

Nazywam sie Andrzej, znalazlem niedawno Pana strone w internecie i mam nadzieje ze dobrze sie stalo... Mam pewien problem, a nawet kilka.... Jesli ktos mi nie pomoze prawdopodobnie zmarnuja sie 2 ludzkie istnienia,

Drogi Panie Andrzeju,

bardzo Panu wspolczuje, ale prosze niech Pan nie przerzuca na mnie odpowiedzialnosci za swoje zycie, ani za zycie swojej dziewczyny. Za to, co zrobi Pan ze swoim zyciem tylko Pan jest odpowiedzialny. Ma Pan prawo je zmarnowac, jesli tak Pan zdecyduje.

To samo dotyczy Pana dziewczyny - to ona, a nie Pan czy ja, odpowiada za siebie.

To samo zdanie sformulowane: "jesli nie uda mi sie znalezc pomocy, prawdopodobnie zmarnuje swoje zycie" - brzmi lepiej, abstrahujac od oceny jego prawdziwosci. Przenosi bowiem odpowiedzialnosc za Pana zycie z blizej nieokreslonego "kogos" na Pana.

pomocy szukalem juz w rozny sposob, wciaz szukam i staram sie zrobic wszystko co w mojej mocy ale coraz czesciej brakuje mi sil zeby sobie z tym wszystkim poradzic, niedawno jestem juz prawie o krok od samobojstwa....

Problem jest bardzo zlozony i zanim zaczne o nim pisac chcialbym zapytac czy to ma sens, tzn czy wykaze Pan jakies zainteresowanie i postara mi sie pomoc....

Traktuje powaznie każdy list. Z pewnoscia odpowiem wiec na Pana list.

Glowne naswietlenie problemu to: Dziewczyna ktora kocham jest chora na anoreksje a ja sobie z tym nie radze. Jestem juz bardzo slaby.... a ona wciaz sie glodzi. Jak tak dalej pojdzie albo ona zaglodzi sie na smierc, albo ja sobie strzele w leb bo juz nie mam sily, a moze jedno i drugie. Stawka sa 2 zycia...

Rozumiem, ze sytuacja jest bardzo trudna. Ma Pan prawo nie radzic sobie z anoreksja swojej dziewczyny. Wyobrazam sobie, jak bolesne jest patrzenie na powolne umieranie bliskiego czlowieka.

Podoba mi sie, ze zalezy Panu, aby jej pomoc. Szanuje i cenie Pana za to. Prosze jednak nie mylic pomagania z przejmowaniem odpowiedzialnosci za cudze zycie. W przypadku osob doroslych to sa dwie rozne sprawy. Odmowa przyjmowania pokarmow jest decyzja Pana dziewczyny, za ktora ona jest odpowiedzialna. Oczywiscie, moge wyobrazic sobie zlozone i trudne uwarunkowania, ktore doprowadzily do tego, ze Pana dziewczyna podjela taka decyzje. Jestem takze przekonany, ze miala po temu wazne powody. Nie zmienia to faktu, ze ona jest odpowiedzialna za to, ze sie glodzi. Tylko ona moze takze zmienic swoja decyzje w tej sprawie.

Sprobuje mi Pan pomoc ? Przez pomoc rozumiem korespondencje na wyzej wymienione tematy.

Porady przez internet, ktorych udzielam, maja raczej jednorazowy charakter. Czym innym byloby podjecie sie zobowiazania do prowadzenia regularnej korespondencji.

Poza tym przez internet mozliwe jest poradnictwo, anoreksja natomiast wymaga psychoterapii. Roznica miedzy psychoterapia a poradnictwem jest w tym wypadku szczegolnie istotna, poradnictwo nie daje bowiem mozliwosci uruchomienia wiekszosci czynnikow leczacych.

Optymalnym rozwiazaniem jest wiec podjecie przez Pana dziewczyne i ewentualnie przez Pana psychoterapii. Psychoterapia przez internet nie jest mozliwa.

Przez internet moge udzielic Panu 1-2 porad. Jesli oczekiwalby Pan utrzymywania korespondencyjnego kontaktu dluzej, byloby to mozliwe, lecz kosztowaloby tak, jak psychoterapia.

Jak juz wspomnialem, nie uwazam, by taka wymiana korespondecji mogla zastapic psychoterapie. Byc moze ma Pan jakies wazne powody, ktorych nie znam, by szukac pomocy wlasnie w taki sposob. Powinien jednak zdawac Pan sobie sprawe, ze skutecznosc porad przez internet jest ograniczona - pisalem juz wczesniej, dlaczego.

Tzn. mnie zalezy na czasie, bo z nia jest coraz gorzej a ze mna zreszta tez, ale rozumiem, ze nie ma pan zbyt wiele czasu.

Decyzja nalezy do Pana (ja nie jestem juz w stanie podejmowac racjonalnych decyzji).

Rozumiem, ze jest Pan dorosly. Brak umiejetnosci podejmowania racjonalnych decyzji nie zwalnia Pana z odpowiedzialnosci za swoje decyzje i swoje zycie. Nie zamierzam decydowac za Pana w sprawach, ktore nie do mnie naleza. Prosze nie skladac odpowiedzialnosci za to co Pan zrobi na mnie, ani oczekiwac, ze ktos inny wezmie za Pana odpowiedzialnosc. Decyzja nalezy do Pana. Zycze Panu, by okazala sie dla Pana jak najlepsza.

Problem jest bardziej zlozony niz go nakreslilem, wlasciwie jesli go dokladnie opisze to chyba Pan nie uwierzy ze moglo się tyle rzeczy nagromadzic w 1 miejscu...

Zapewne ma Pan racje. Tymczasem w tym Pana liscie co innego wysuwa sie na pierwszy plan. Wyobrazam sobie, ze praca psychoterapeutyczna z Panem musialaby miedzy innymi poruszac problem granic odpowiedzialnosci. W tym liscie pokazuje Pan, ze przejmuje Pan odpowiedzialnosc za to, na co nie ma Pan wplywu (jedzenie Pana dziewczyny) a jednoczesnie sklada Pan odpowiedzialnosc za zycie swoje i swojej dziewczyny na mnie. Rezygnuje Pan tym samym z odpowiedzialnosci za siebie, choc to Pan ma najwiekszy wplyw na swoje zycie. Oczekuje Pan zarazem, ze ja przejme odpowiedzialnosc za to, na co nie mam wplywu (zycie Pana i Pana dziewczyny).

Byc moze w Pana otoczeniu wszyscy sa odpowiedzialni za wszystkich, nikt natomiast nie odpowiada za siebie.

Nieadekwatne poczucie odpowiedzialnosci wiaze sie niekiedy z przypisywaniem sobie wiekszych mozliwosci wplywu na otoczenie, niz realnie sie posiada. Jesli na codzien ma Pan sklonnosc przeceniac swoje mozliwosci wplywania na postepowanie innych - od czasu do czasu musi Pan przezywac bolesne poczucie bezradnosci.

Mam wrazenie, ze wobec mnie takze ma Pan nierealistyczne oczekiwania. W takiej sytuacji rozczarowania sa nieuchronne. Moze warto byloby, zeby podczas swojej psychoterapii sprobowal Pan uporzadkowac takze te sprawe.

Z gory dziekuje.

Pozdrawiam:

Andrzej

P.S. W tekscie na stronach pisze cos o podrzuceniu jakiegos pana tekstu do przeczytania dziewczynie chorej na anoreksje, o jaki tekst chodzi ?

Chodzi o "Psychoterapie bulimii".

Sciskam dlon i zycze powodzenia -

Boguslaw Włodawiec




Szanowny Panie,

zwracam sie z prosba o podanie adresu poradni lub innego osrodka terapeutycznego, zajmujacego sie anoreksja wsrod mlodziezy. Moja znajoma, ktorej corka (15 lat) po raz kolejny wpadla w anoreksje, jest zrozpaczona i prosi o pomoc. Do tej pory wspomniana dziewczyna leczyla sie 2 lata wstecz u psychologa w Warszawie, lecz czlowiek ten nie mieszka juz w Polsce. Terapia byla skuteczna - lekarz "wyciagal" ja w czasie ok. 3 miesiecy. W chwili obecnej dziewczyna ma wykonane wszystkie badania podstawowe (stwierdzono m.in. niedoczynnosc tarczycy, poczatki anemii, brak okresu).

Nadmieniam, ze znajoma moja mieszka i pracuje w Lesznie, wiec najchetniej skierowalaby sie po pomoc w miejscu zamieszkania. Oczywiscie, inne lokalizacje tez wchodza w gre: np. Poznan?

Bardzo prosze o pilna odpowiedz, gdyz dziewcze nie przyjmuje zadnych pokarmow i plynow z wyjatkiem 1 l kefiru dziennie.

Sytuacja staje sie dramatyczna, a chcialbym im - mimo wszystko - jak najszybciej pomoc.

Z powazaniem

Karol

 

Szanowny Panie Karolu,

Panska znajoma moze zglosic sie z dzieckiem na terapie stacjonarna (tzn. na oddziale calodobowym w szpitalu) do Kliniki Psychiatrii Dzieci i Mlodziezy Collegium Medicum Uniwersytetu Jagiellonskiego w Krakowie (tel. centrala 012/422-04-11), gdzie pracuja psychoterapeuci zajmujacy sie psychoterapia zaburzen jedzenia. W tym miejscu dominuje psychoterapia systemowa, (tzn. oddzialywania psychologiczne obejmuja cala rodzine i relacje w niej). W 1996 roku na konferencji dotyczacej zaburzen jedzenia, przedstawicielka tego osrodka donosila o osiagnieciu tam istotnego odsetka poprawy.

Moze tez zglosic sie do Kliniki Dzieci i Mlodziezy Instytutu Psychiatrii i Neurologii w Warszawie, ul Sobieskiego 1/9, (tel. centrala 022/642-66-11). Tu takze jest terapia stacjonarna. Trwa maksymalnie do pol roku. Wedlug slow przedstawiciela tego osrodka, w tym czasie mniejsza czesc pacjentek uzyskuje bardzo duza poprawe. W IPN dominuje podejscie behawioralne, tzn terapia skoncentrowana jest na zachowaniu pacjentki. Czesc psychoterapeutow reprezentuje takze podejscie psychoanalityczne.

Niestety nie wiem, gdzie Panska znajoma moze otrzymac pomoc w Poznaniu. Jesli uda sie Panu znalezc tam dobry osrodek, bylbym wdzieczny za wiadomosc - byc moze ta informacja przyda sie jeszcze komus.

Sciskam dlon -

Boguslaw Wlodawiec

 

***

Dziekuje za informacje. Ponizej adres w Poznaniu, ktory otrzymalem wczoraj.

Karol

> Klinika Psychiatri Dzieci i Mlodziezy tel. (0-61) 8491455, ul. Szpitalna 27/33, Poznan

 

Nerwice

Szanowny Panie!!!

Mam na imie Adam i ukonczone 23 lata. Bardzo ucieszyl mnie fakt, iż udało mi sie odnalezc Panska strone.

Chcialbym prosic Pana o udzielenie porady. Otóż chcialbym po krotce wyjasnic moj problem. W szkole sredniej podczas rutynowej kontroli cisnienia tetniczego pielegniarka stwierdzila u mnie podniesione wartosci i zalecila wizyte u lekarza specjalisty. Poczatkowo zignorowalem sobie to zalecenie, lecz jakis rok pozniej podczas pieszej pielgrzymki do Częstochowy poczulem sie bardzo zle, bylo to zupelnie nieznane mi uczucie polegajace na sciskaniu glowy, oraz fala ciepla przechodzaca od stop do glow. Bardzo sie tym zdenerwowalem co jeszcze spotegowalo moje zle samopoczucie. W kartetce ktora nam towarzyszyla po zbadaniu cisnienia okazalo sie ze mam 180/100 ! .Po jakims czasie po podaniu srodkow spadlo do 140/100. Oczywiscie nie kontynuowalem pielgrzymki i wrocilem do domu. Po przyjezdzie udalem sie do lekarza. Pani doktor ktora mnie badala jeszcze bardziej mnie "pocieszyla" stwierdzajac u mnie szmery w okolicy serca oraz zlecila wykonanie wszystkich niezbednych badan. Przerazila mnie ta wiadomosc poniewaz jestem osobom bardzo wrazliwa. Otoz wszystkie badania okazaly sie prawidlowe. Łšcznie z UKG, EKG, badaniem dna oka itd.

Otrzymalem rowniez leki hipotensyjne, ktore przyjmowalem regularnie przez okres ok. 2 lat. Podczas kuracji czulem sie napewno duzo lepiej, jednak takze wystepowalo u mnie samopoczucie zblizone do opisywanego. Temu wszystkiemu towarzyszyl duzy lek, bardzo szybkie bicie serca oraz poczucie krancowego zagrozenia.

Od jakiegos czasu wcale juz nie przyjmuje lekow. Jednak stany lekowe pojawiaja sie u mnie czesto a ostatnio nawet bardzo czesto, co znacznie urtudnia mi wykonywanie zwyklych obowiazkow. (praca, studia). Wystepuja niezalenie od sytuacji w domu wsrod bliskich, w pracy. Zwlaszcza jednak jesli jestem gdzies sam oddalony od domu. Sš okresy kiedy czuje sie bardzo dobrze i wowczas zapominam o moich dolegliwosciach, moge smiac sie, biegac spotykac z przyjaciolmi, jednak czasem nie potrafie nawet wyjsc z domu poniewaz na sama mysl ogarnia mnie niczym nie uzasadniony lek. Wystepuja rowniez stany przygnebienia smutku i beznadziejnosci. Pragne nadmienic rownierz iz po pojawieniu sie klopotow z cisnieniem kupilem sobie aparat do pomiaru, ktory z jednej strony mnie uspakaja bo daje mi mozliwosc jego sprawdzenia jednak z drugiej strony jak miewam wysokie cisnienie, denerwuje sie jeszcze bardziej. Bardzo czesto krew naplywa mi do uszu, robie sie czerwony na twarzy.

Bardzo martwi mnie ta sytuacja, pomimo iz nie wykryto u mnie zadnych schorzen somatycznych - co powinno mnie uspokoic, jednak te sytuacje wystepuja i uniemozliwiaja mi normalne funkcjonowanie. A przecierz z racji mojego mlodego wieku jest to jeszcze bardziej irytujace.

 Uprzejmie prosze o udzielenie mi jakiejs porady w jaki sposob mam dalej sobie radzic w mojej sytuacji. 

Zalaczam pozdrowienia

Adam

Drogi Panie Adamie,

dolegliwosci, ktore Pan opisuje zapewne sa objawami nerwicy. Byc moze lek, ktory Pan odczuwa, to w istocie rzeczy lek przed przezywaniem innych, trudniejszych do przezycia lub nieakceptowanych uczuc, np. zlosci, pobudzenia seksualnego, rozpaczy, osamotnienia, itd.

Niewiele pisze Pan o swoich relacjach z rodzina i innymi ludzmi, trudno mi wiec snuc dalsze przypuszczenia na ten temat - co dokladnie jest przyczyna Pana objawow i jakie bylyby czynniki leczace.

Zachecalbym Pana do psychoterapii.

Pozdrawiam serdecznie -

Boguslaw Włodawiec

 




Moj problem chyba nie jest odosobniony. Jestem chorobliwie niesmialy. W zwiazku z roznymi zahamowaniami nie jestem zadowolony z pracy, zycia i w ogole.

Z tego powodu nie moge zdecydowac sie na wizyte u specjalisty. Dlatego pomysl z poradami za pomoca internetu lub telefoniczny jest dla mnie jedynym rozwiazaniem.

Prosze o pomoc

Aleksander

Drogi Panie Aleksandrze,

moja hipoteza dotyczaca niesmialosci jest taka:

z jednej strony osoby nia dotkniete potrzebuja bezwarunkowej akceptacji, ktorej dostaly za malo - a wiec warto, by znalazl Pan osobe, ktora bedzie Pana tak akceptowac;

z drugiej strony niesmialosc, jak mi sie wydaje, jest obawa przed wlasna, tlumiona agresywnoscia - nie nauczono bowiem niesmialej osoby, w jakich sytuacjach i okolicznosciach jej zlosc jest uzasadniona i spolecznie akceptowana i jak nalezy ja wyrazac. Niech wiec nauczy się Pan zloscic na ludzi, ktorzy naruszaja Pana prawa. Jak to robic, mozna nauczyc sie na treningu asertywnosci i poczytac w poradnikach poswieconych asertywnosci.

Żeby pozbyć się nieśmiałości, musiałby Pan pogodzic sie z tym, ze niektore osoby przestana Pana lubic. Ale za to zaczna Pana szanowac.

Sciskam dlon -

Boguslaw Wlodawiec

PS. Wizyta u specjalisty jest w istocie rzeczy latwiejsza, niz samodzielna praca nad soba.




Witam !

Dzis wlasnie udalo mi sie wyszukac Panska strone - poniewaz jestem "zainteresowany" tematem NERWICA - wklepujac w wyszukiwarce onet.pl owe haslo otrzymalem link do Panskiej strony gdzie znalazlem informacje o psychoterapii.

Praktycznie od roku "walcze" z nerwica - od lutego zeszlego roku mialem sporadyczne napady leku, ktore zwiekszaly swoja czestotliwosc z kilku atakow w tygodniu do praktycznie codziennych - trwalem w tym stanie przez dwa miesiace w koncu przestalem wychodzic z domu z obawy ze atak leku dopadnie mnie na miescie i nikt mi nie pomoze - zglosilem sie do lekarza psychiatry - ktory wykluczyl schorzenia somatyczne (tarczyca itp. ) od wrzesnia'99 biore leki: IMIPRAMINE a od niedawna DEROXAT - postanowilem z postawy biernej walki z lekiem (farmakoterapia) przejsc do postawy czynnej (psychoterapia). Prosze mi powiedziec jakie sa szanse iz wyjde z tego blednego kola ? Chce rzucic leki - lekarze sie na to nie zgadzaja a ja juz mam dosyc brania lekow bo nie wiem na ile ja czuje sie dobrze a na ile jest to dzialanie lekow ?

Pozdrawiam,

Michal

Drogi Panie Michale,

byloby ryzykowne ocenianie Pana szans na wyleczenie sie z nerwicy tylko na podstawie Pana listu. Musze zakladac, ze nie pominal Pan niczego waznego, zas Pana przypadek jest typowy.

W bardzo duzym uproszczeniu mozna powiedziec, ze jesli diagnoza lekarska jest trafna, Pana objawy ograniczaja sie wylacznie do leku, zas Pana dziecinstwo bylo w miare zwyczajne - to Pana szanse na wyleczenie sie z nerwicy nalezaloby oceniac bardzo wysoko. Nb. uwazam, ze kazda nerwica jest do wyleczenia, choc oczywiscie niektore, np. nerwice natrectw - lecza sie trudno i dlugo.

Trudno mi jednak wypowiadac sie na temat Pana, bez przeprowadzenia dluzszego wywiadu psychiatrycznego twarza w twarz, upewnienia sie co do diagnozy i sprawdzenia wielu innych czynnikow, ktore moga miec wplyw na szybkosc wyleczenia.

Sciskam dlon -

Boguslaw Włodawiec

 




Panie Boguslawie,

Od 3 lat czuje sie bardzo zle boli mnie doslownie wszystko. Od pewnego czasu zaczely sie u mnie silne zawroty glowy takie, ze czasami bywa ze nie umie stac na nogach. Mialam zrobione wszystkie badania poczawszy od podstawowych, takich jak krew, mocz itp. a skonczywszy na badaniu tomograficznym glowy, badaniach bakteriologicznych. Okazalo sie, ze wszysko jest O.K. a ja czuje sie coraz gorzej. Czy to jest uwarunkowane nerwica, czy Pan spotyka sie z podobnymi osobami. Co ja mam robic. Jestem tym wykonczona.

Droga Pani,

jesli wszystkie badania wykluczaja choroby somatyczne, to mozna przypuszczac, ze ma Pani nerwice. Oczywiscie nie mozna postawic zaocznie Pani takiej diagnozy. Doradzalbym Pani kontakt z psychoterapeuta. W przypadkach nerwicy na ogol mozna byc optymista, jesli chodzi o mozliwosc ustapienia objawow badz znacznej poprawy. Pracuje z podobnymi osobami.

Ciekaw jestem, co wydarzylo sie w Pani zyciu 3 lata temu.

Pozdrawiam serdecznie -

 Boguslaw Wlodawiec

 




Dzien dobry Panie Doktorze.

Mam 26 lat a od 6 lat cierpie na napady lekowe z agorafobia. Wiem, ze przy tego typu dolegliwosciach niczym niezwyklym jest kolatanie serca, jego mocne lub niemiarowe bicie. Jednak od dluzszego czasu meczy mnie uczucie " wywracania sie ", "koziolkowania " serca, czasami zas " szemrania " w klatce piersiowej jakby " cos tam bylo luzne " (zaznaczam, ze pojawia sie to nagle, nawet wtedy gdy jestem spokojna). Robilam rozne badania typu EKG, EKG wysilkowe, EKG calodobowe i wiem, ze serce mam zdrowe, jednak zawsze podczas tych badan czulam sie dobrze i moment w ktorym wystepowaly wyzej opisane objawy nigdy nie zostal uchwycony. Bardzo mnie niepokoi ta arytmia, prosze wiec o wyjasnienie czy ten stan moze byc na tle nerwowym.

Z WYRAZAMI SZACUNKU - BEATA

Droga Pani Beato,

takie dolegliwosci moga oczywiscie byc objawem nerwicy, ale diagnozuje sie ja poprzez wykluczenie najpierw innych przyczyn (somatycznych). Jednak obecnosc leku i fobii wskazuje, ze najprawdopodobniej ma Pani nerwice.

Pozdrawiam serdecznie -

Boguslaw Wlodawiec

 




cze

od dwoch miesiecy zaczal mi sie problem z nerwica ktora specjalista neurolog i psychiatra okreslil jako zespol leku napadowego. Objawia sie to u mnie w postaci leku o wlasne zycie, jednak ten problem juz jakos opanowalem to gnebi mnie teraz lek zebym sobie nie zrobil jakiejs krzywdy po prostu teraz boje sie mysli samobojczych.Na koniec chcialbym prosic o jakas pomoc bo bardzo chce sie tego pozbyc.

Piotr

Drogi Piotrze,

najlepiej, gdybys poszukal psychoterapeuty w swoim miescie. W panstwowej sluzbie zdrowia na ogol oferowana jest farmakoterapia, ale byc moze bedziesz mial szczescie trafic na psychoterapeute. Moze mozna znalezc u Ciebie jakies prywatne osrodki oferujace psychoterapie. Niestety, nie jestem zorientowany - znam srodowisko zawodowe w Warszawie, wiem, kto jest dobry w Krakowie i w Lodzi, ale nie mam pojecia, jak to wyglada w innych miastach. Jesli nie znajdziesz psychoterapeuty w swoim miescie, mozesz szukac terapii stacjonarnej (np. 6 tygodni w Instytucie Psychiatrii i Neurologii w Warszawie, albo w sanatorium w Komorowie k. Warszawy). Albo dojezdzac raz w tygodniu do innego miasta.

Sciskam dlon -

Boguslaw Wlodawiec

 




Witam Panie Boguslawie

Nazywam sie Irek i mam 22 lata. Chyba od szkoly podstawowej mam bardzo trudny problem. Ale zaczne od poczatku. Stwierdzono u mnie niedowlad prawostronny - przez co od urodzenia mam prawa reke mniej sprawna. Zawsze od dziecka lubilem w duzych dawkach sluchac muzyki i spiewac. Zawsze przed szkola musialem sie wyspiewac i pojsc do szkoly "na fali". Pod koniec osmej klasy zauwazylem ze bardzo trudno mi zapanowac nad moimi emocjami. Pojawialo sie paralizujace, silne napiecie emocjonalne. Np. wstawalem z lozka i czulem jakby ktos mnie dusil. Gardlo krtan mialem sztywna. W niektorych sekundach napiecie tak bylo silne ze nie moglem wypowiedziec poprawnie zadnego slowa. I tak jest do dzis. Nie wiem w co jest przyczyna takiego stanu. Czy wiec moj problem jest kwestia wrazliwosci, czy moze choroby ukladu nerwowego (jakiejs nerwicy)

Pozdrawiam i czekam na bardzo wazna dla mnie odpowiedz.

Irek

Drogi Panie Irku,

Nerwica, wbrew nazwie, nie jest choroba ukladu nerwowego, lecz zalicza sie do grupy zaburzen psychicznych i zaburzen zachowania.

Mozna to nazwac kwestia wrazliwosci. Doradzalbym Panu na wszelki wypadek, konsultacje laryngologiczna, by wykluczyc somatyczne przyczyny klopotow z gardlem. Zapewne lekarz nie znalazlby zadnej somatycznej przyczyny. Wtedy doradzalbym Panu psychoterapie. Wowczas warto byloby sprawdzic hipoteze, ze Pana problemy sa efektem tlumienia rozpaczy. Interesowalyby mnie okolicznosci pojawienia sie objawu i relacje w Pana rodzinie, zwiazane z tym Pana uczucia oraz sprawy, ktore moglyby budzic rozpacz.

Byc moze jako dziecko czul sie Pan gorszy od rowiesnikow spowodu mniejszej sprawnosci fizycznej. Psychiczne wsparcie rodzicow pomogloby Panu poradzic sobie z tym problemem. Nie wykluczone jednak, ze rodzice uznali, ze musi byc Pan twardy, by poradzic sobie w zyciu i wymagali od Pana okazywania optymizmu, a nie wyrazania rozpaczy. Byc moze spiew pomagal Panu zmobilizowac sily do kontaktu z rowiesnikami w szkole.

W pewnym momencie jednak podswiadomosc odmowila wspolpracy. Nie mozna przeciez mobilizowac sie bez konca. W rezultacie nie moze Pan spiewac.

Oczywiscie to tylko moje fantazje na Pana temat, ktore dopiero nalezaloby sprawdzic. Ciekaw jestem, co Pan robi, kiedy ma Pan ochote plakac?

Sciskam dlon -

Boguslaw Wlodawiec

 

***

 

Witam Panie Boguslawie!

W ciagu zaledwie dwoch dni bardzo zmienilo sie moje spojrzenie na swiat. Bylem na stronie benedyktynow - rozwazania dotyczace prawidlowego funkcjonowania systemu duchowego i materialnego. Mysle ze przyczyna mojego problemu bylo nie uporzadkowane silne" zycie wewnetrzne. To, ze mocno wszystko odczuwalem szukajac odbicia tych wszystkich uczuc w otaczajacych mnie ludziach, ktorzy nie maja tak mocno wewnetrznego zycia rozwinietego. I uczucia te jakby nie znajdowaly odbicia, zamieniajac sie w wewnetrzna potezna rozpacz. Uswiadomilem sobie ze kiedy patrze na swiat nie jako materie tylko wewnetrznie z cala sila mych uczuc czuje sie szczesliwy. Patrze jakby glebiej - tak jak chcialem.

Czy to jest wytlumaczenie ?

Pozdrawiam serdecznie

Irek




Witam Panie Boguslawie

Wraz z uplywem czasu doszedlem do wniosku ze moj problem na pewno nie jest natury religijnej.

Pytal Pan kiedy chce mi sie plakac.Otoz nie przypominam sobie kiedy ostatnio plakalem - bylo to bardzo dawno.Mysle ze to tez nie jest tlumienie jakiegos rodzaju rozpaczy.

Opisze teraz jak sie bardzo czesto czuje. Mozna porownac to do jakiegos silnego rodzaju leku,bojazni przed czyms.Dlugo nie moglem dojsc do "slowa" leku, poniewaz nie wiem czego sie boje. Lek jest tak paralizujacy ze sciska mi gardlo i nie moge powiedziec ani slowa. Odczuwam ten stan kiedy jestem sam, w kontaktach z ludzmi, rodzina. Wiec czegos sie boje ale nie wiem czego.

Czy wedlug Pana to jest choroba ? Czy mozna to wyleczyc ?

Pozdrawiam.

I czekam na wazna dla mnie odpowiedz.

 

Drogi Panie Irku,

mozna to wyleczyc.

Gdybym byl Pana terapeuta, jednak sprawdzalbym najpierw, jak reaguje Pan na tresci z Pana zycia, ktore zazwyczaj budza rozpacz.

Pisalem juz Panu, co sklonilo mnie do takich wlasnie przypuszczen. Oczywiscie w trakcie terapii pojawiaja sie nowe fakty, spostrzezenia i hipotezy, nie ma wiec powodu, by przywiazywac nadmierna wage do moich przypuszczen, wysuwanych na tylko podstawie kontaktu przez internet.

Sciskam dlon -

Boguslaw Wlodawiec

 




Panie Boguslawie,

Wlasnie dowiedzialam sie, ze mam nerwice wegetatywna. Byla to dla mnie wiadomosc przykra. Jednak z drugiej strony troche mnie uspokoila, gdyz nareszcie znalazlam przyczyne moich dziwnych dolegliwosci. Dziwnych dlatego, ze wyniki wszystkich badan, jakie zalecil mi internista i kardiolog byly dobre.

Wydaje mi sie, ze moj przypadek nie jest zbyt powazny. Zdarzaja sie jednak czasami objawy, ktore mnie bardzo niepokoja.

Prosze o informacje czy taka nerwice mozna wyleczyc samemu, czy niezbedna jest interwencja specjalisty (jakiego?).

Bede zobowiazana jesli znajdzie Pan chwile na odpowiedz.

Pozdrawiam,

Marta (l. 28)

Droga Pani Marto,

Czynniki leczace w psychoterapii to: interpretacja i wyjasnienie istoty konfliktu miedzy sprzecznymi dazeniami, potrzebami lub wartosciami, uwrazliwianie na przezywane emocje, odreagowanie tlumionych, niekiedy nieakceptowanych uczuc, uswiadomienie sobie i asymilacja negatywnych doswiadczen, wglad (zmiana oceny dotychczasowych doswiadczen emocjonalnych, siebie i otoczenia, np. przekonan dotyczacych wlasnej osoby i relacji z ludzmi, budowanie autonomicznego systemu wartosci) doswiadczenie nowych relacji z ludzmi (nowych, leczacych doswiadczen w relacji z terapeuta lub grupa terapeutyczna), wyprobowanie nowych wzorcow zachowan (np. uczenie sie zaspokajania w doroslym zyciu deficytow emocjonalnych z dziecinstwa, realizowania swoich potrzeb, obrony swoich praw, itd.).

Jest mozliwe znalezienie podobnych doswiadczen takze poza psychoterapia, np. poprzez kontakty z ludzmi obdarzanymi autorytetem, doswiadczonymi zyciowo, majacymi dla Pani czas i uwage. Prawdopodobienstwo uzyskania w ten sposob skutecznej pomocy jest roznie oceniane, dominuje jednak poglad, ze czas leczenia jest wowczas dluzszy, zas odsetek wyleczonych - istotnie nizszy. Wiecej informacji na ten temat znajdzie Pani na mojej stronie dotyczacej badan nad efektywnoscia psychoterapii.

Jesli jednak chodzi Pani o "wyleczenie sie samej", tzn. bez poszukiwania pomocy u jakiejkolwiek bliskiej osoby, to obawiam sie, ze byloby to bardzo malo prawdopodobne. Nie bardzo wiem, jak moglaby Pani pomagac sobie sama. Np. lektura popularnych poradnikow psychologicznych moglaby pomoc Pani w zrozumieniu przyczyn Pani klopotow, ale samo intelektualne rozumienie jest tylko jednym z czynnikow leczacych, ktory czesto jeszcze nie wystarcza do usuniecia objawow. Pozostale czynniki leczace pojawiaja sie tylko w bliskich relacjach z ludzmi.

Jesli chodzi o specjalistow z tej dziedziny, to psychoterapia zajmuja sie psychologowie i psychiatrzy, specjalizujacy sie w psychoterapii (nie wszyscy - znaczna czesc psychiatrow stosuje wylacznie farmakoterapie w leczeniu zaburzen psychicznych; z kolei znaczna czesc psychologow zajmuje sie innymi dziedzinami psychologii).

Pozdrawiam serdecznie i zycze powodzenia -

Boguslaw Wlodawiec

 




Szanowny Panie !

Mam ogromna prosbe. Chcialbym rozpoczac terapie. Powod jest prosty - mam niezdrowe relacje z soba samym, z otoczeniem, nie potrafie nawiazywac zadnych trwalszych relacji z ludzmi. Za tym "wierzcholkiem gory lodowej" ida oczywiscie inne rzeczy, ale nie jest to miejsce do ich opisu. Rzecz w tym, ze nie potrafie ocenic terapeuty. Bardzo mi zalezy, aby trafic w rece specjalisty - ostatnie kilka miesiecy zmarnowalem pracujac z kims, kto w moim odczuciu okazal sie zwyklym naciagaczem. Nie wspomne o tym, ze niemalo mnie to kosztowalo.

Bylbym wdzieczny, gdyby mogl mi Pan podpowiedziec kilka kryteriow, na podstawie ktorych moge ocenic terapeute jeszcze przed rozpoczeciem terpaii. Wolalbym nie narazac sie po raz drugi na przykre doswiadczenia, jakie staly sie moim udzialem.

Laczac wyrazy szacunku,

Witold

Drogi Panie Witoldzie,

to bardzo trudne pytanie. Ja nie potrafie w sposob miarodajny ocenic czyichs kwalifikacji psychoterapeutycznych, zanim nie zobacze go przy pracy. Przypuszczam wiec, ze dla Pana rowniez moze to byc bardzo trudne, czy wrecz niemozliwe - ocenic terapeute jeszcze przed rozpoczeciem terapii.

Mozna natomiast przyjac kilka kryteriow, ktore pozwola wykluczyc kogos jako potencjalnego terapeute, ale nie da to jeszcze pewnosci, ze osoba, ktora spelni te kryteria, bedzie dla Pana odpowiednim terapeuta.

Moze Pan zapytac swojego psychoterapeute o ukonczony kierunek studiow oraz dodatkowe staze i szkolenia w zakresie psychoterapii. Oczywiscie nie polecam inzynierow czy absolwentow SGGW, lecz psychologow, psychiatrow, badz absolwentow resocjalizacji. Niestety, w Polsce nie ma zwyczaju prosic kogos o pokazanie dyplomu ukonczenia studiow.

W jednym z listow napisalem juz o charakterystycznych pytaniach, jakie zazwyczaj zadaja psychoterapeuci w ciagu kilku pierwszych spotkan:

"Co Pana sprowadza? (czy to Pana wybor, byc tutaj?)

W jaki sposob jest to dla Pana problemem? (jaki jest cel terapii?)

Czy Pana zdaniem to (cel terapii) jest mozliwe do osiagniecia?

Jakie sa korzysci z objawow? (wady wyleczenia?)

Czy terapeuta jest odpowiednia osoba (czy wolalby Pan, zeby terapeuta byl kobieta/mezczyzna, osoba mlodsza/starsza?)"

Niekiedy jednak te pytania sa pomijane, np. gdy odpowiedz na ktores z nich jest oczywista.

Niech Pan zadaje swojemu terapeucie pytania dotyczace diagnozy i terapii, oczekujac wyczerpujacych odpowiedzi. Niech Pan zapyta go, jaki kierunek terapeutyczny jest mu najblizszy i niech Pan czyta ksiazki nt. psychoterapii z tego wlasnie nurtu - zorientuje sie Pan, czy zasady tego kierunku Pana terapeuta stosuje w praktyce. Wprawdzie w Polsce wielu psychoterapeutow czerpie inspiracje z wielu zrodel - ale moze Pan takze zajrzec do ksiazek, zawierajacych skrocone omowienia wiekszosci z nich, np. ksiazki prof. Jerzego Aleksandrowicza "Psychoterapia medyczna", lub podrecznika prof. Lidii Grzesiuk "Psychoterapia. Szkoly, zjawiska, techniki i specyficzne problemy". Latwiej sie Pan zorientuje, gdy Pana terapeuta bedzie mowic bzdury.

Na pewno nie moze byc dobrym terapeuta osoba nieuczciwa wobec swoich pacjentow, niegodna zaufania, niedyskretna, czy nie dotrzymujaca slowa.

Wazne, zeby terapeuta byl spojny w swoim zachowaniu werbalnym i niewerbalnym, tj. zeby jego postawa ciala, gesty, ton glosu, mimika, byly zgodne z trescia tego, co mowi. Jest niewiarygodna jako terapeuta osoba, ktora np. zaprzecza przezywaniu jakis negatywnych uczuc, jednoczesnie ujawniajac je niewerbalnie.

Zaden psychoterapeuta nie bedzie za Pana podejmowac zyciowych decyzji, np. nalegac, by Pan np. zmienil prace, przyjaciol, rozwiodl sie lub ozenil, uwierzyl w Boga lub przeciwnie, zmienil wyznanie, itd. Ktos, kto probowalby decydowac za Pana w podobnych sprawach, nie ma kwalifikacji, by byc terapeuta. Jednak terapeuta o orientacji eriksonowskiej moglby zalecic Panu np. zapisanie sie na basen, taniec, czy wizyte np. w dyskotece, w celu cwiczenia okreslonych zachowan spolecznych.

Byloby dobrze, zeby psychoterapeuta Pana lubil. Jednak moze byc trudno to Panu ocenic, jesli po dluzszym czasie wspolnej pracy pojawi sie zjawisko przeniesienia (tj. gdy bedzie Pan sklonny odczuwac wobec niego podobne emocje jak do rodzica, np. milosc, nienawisc, poczucie krzywdy, i gdy bedzie Pan sklonny sadzic, ze on czuje wobec Pana podobne emocje, ktore Pana rodzic czul kiedys wobec Pana, np. niechec, odrzucenie, nienawisc).

Jestem ciekaw, jak wygladala Pana terapia i co sprawilo, ze poczul sie Pan oszukany. Byc moze moglym odniesc sie do Pana pytania mniej ogolnie, a bardziej rzeczowo. Nigdy jeszcze nie zetknalem sie z naciagaczem podajacym sie za psychoterapeute i raczej sklonny jestem myslec, ze naciagacze znajduja sobie wieksze pole do popisu w innych zawodach.

Sciskam dlon -

Boguslaw Wlodawiec




Dzien Dobry,

nie bardzo wiem czy strona ta jest nadal aktualna - w sensie kontaktu z Panem. Od kilku miesiecy czynie starania aby znalezc jakies infromacje (w jezyku polskim) na temat zaburzen tarczycy i stanow emocjonalnych z tym zwiazanych. Od 2 miesiecy poddalam sie terapii, przyjmujac lek "Tapazole". Po ktorym jestem napewno spokojniejsza, ale moje nazwijmy to stany depresyjne nasilily sie i nie bardzo wiem jak sobie powinnam pomoc. Co ciekawe wczesniej nachodzily mnie tego typu "humory" ale o mniejszej skali nasilenia. Totez nie wiem czy tarczyca powoduje zaburzenia psychiczne i jakie? Uprzejmie prosze o kontakt, bo nawet moje mysli sa zwichrzone,

Pozdrawiam,

Alina

Droga Pani,

choroby tarczycy moga miec wplyw na Pani nastroj. Np. niedoczynnosc tarczycy powoduje m.in. spowolnienie reakcji umyslowych, oslabienie, sennosc, spowolnienie mowy, oslabienie popedu plciowego.

Pozdrawiam serdecznie -

Boguslaw Wlodawiec

 




Dzien dobry.

Pisze do Pana, gdyz mam pewien problem. Od dawna mialem duze klopoty w nawiazywaniu kontaktow z innymi ludzmi. Czesto bylem niezadowolony z wlasnych osiagniec (choc obiektywnie patrzac byly one czasami bardzo duze). Do niedawna uwazalem to za rzecz normalna (niezadowolenie z siebie traktowalem jako motor do dalszej pracy). Ostatnio uswiadomilem sobie (a w zasadzie powiedzieli mi o tym inni), ze w mojej obecnosci czuja sie czesto traktowani "z gory", czy wrecz z pogarda. Miedzy innyim z tego powodu rozpadl sie moj ostatni zwiazek (bylem bardzo wrazliwy na krytyke -reagowalem widocznym niezadowoleniem). Dziewczyna z ktora bylem mowila mi (niestety za pozno), ze ta cecha i brak pasji w moim zyciu nie pozwalaly jej byc ze mna. Zaczalem interesowac sie psychologia. W styczniowym numerze magazynu "charaktery" przeczytalem ciekawy artykul o narcystycznym zaburzeniu osobowosci (nadwrazliwosc na krytyke, niska samoocena, ciagle udawanie kogos innego, itp.) - i znalazlem te cechy u siebie. Postanowilem sie zmienic - bardziej zaakceptowac siebie, mniej ranic innych. (Nie chce angazowac sie w zwiazki nie bedac pogodzonym ze soba). Wiem jednak, ze to nie jest proste. Dlatego prosze o rade - od czego zaczac? Czy powinienem zglosic sie do terapeuty? A moze zmiany przyjda same, z czasem?

Z gory dziekuje za odpowiedz

Miroslaw (22)

Drogi Panie Miroslawie,

najbardziej pomogloby Panu, gdyby poczul Pan, ze ktos Pana lubi za zwyczajnosc. Do tego niestety, zapewne musialby Pan takze przezyc poczucie odrzucenia z dziecinstwa. Przyjecie teraz akceptacji bedzie bowiem wiazac sie z bolem poczucia odrzucenia zwiazanym z tym, ze kiedys musial byc Pan nadzwyczajny, by zasluzyc na milosc. Tymczasem zasluguje Pan na milosc za to tylko, ze jest.

Bardzo trudno polubic siebie samego, jesli wczesniej nie doswiadczylo sie akceptacji kogos innego. Afirmacje, choc moga w tym pomoc, maja ograniczona skutecznosc. W zdrowej rodzinie dziecko lubi siebie, bo doswiadczylo bezwarunkowej akceptacji rodzicow. Komus, kto nie mial takiego doswiadczenia, bardzo trudno to poczuc.

Zmiany nie przychodza same, lecz powoduja je odpowiednie relacje z ludzmi. Na takie relacje mozna trafic z czasem, lecz mozna tez nie trafic, albo nie umiec ich nawiazywac. Dlatego m.in. istnieje psychoterapia.

Doradzalbym wiec Panu psychoterapie. Niech Pan znajdzie dobrego psychoterapeute, a nastepnie, w relacji z nim, niech Pan na poczatek sprobuje pogodzic sie z tym, ze on nie bedzie doskonaly. Niech Pan pamieta, ze to moze byc dla Pana bardzo duza trudnosc, wiec niech Pan nie zniecheca sie z tego powodu. Jesli uda sie Panu nie zniechecic do niedoskonalego terapeuty, byc moze on bedzie mial wystarczajaco duzo czasu, by pomoc Panu pogodzic sie z Pana niedoskonaloscia.

Pozdrawiam serdecznie -

 Boguslaw Wlodawiec




Problemy dorosłych dzieci alkoholików

Tak sie zdarzylo, ze przezywajac kolejna rozterke zyciowa, bez wiekszej nadziei czy oczekiwania, przegladalam internetowe adresy i natrafilam na Pana strone domowa. O dziwo "przypadkiem ?" okazalo sie, ze w tekscie dotyczacym DDA zostal opisany moj swiat, z ktorym borykam sie odkad pamietam.

Moje losy potoczyly sie tak, ze w tej chwili mam za soba ukonczone dobre studia, mam interesujaca prace i zabezpieczenie majatkowe. Moja pasja zyciowa jest rozwoj osobisty czlowieka.

Jednoczesnie jestem dzieckiem nalogowych alkoholikow. Zostalam wykorzystana seksualnie jako dziecko przez najblizsze osoby z rodziny. Mam za soba ogrom tragedii, ktora wydarzyla sie w moim zyciu. Na co dzien walcze z poczuciem braku pewnosci siebie i pustki. Czuje sie gorsza od innych. Niszcze swoj zwiazek partnerski. Mam za soba tak silne depresje, ze nie bylam w stanie wykonywac podstawowych czynnosci zyciowych.

Mam za soba dwie psychoterapie. Prawdopodobnie pomogly mi w pewnym stopniu, ale zawsze czulam ze nie dotykaja sedna problemu. Czulam sie w nich jak maszyna co tydzien wprowadzana w ruch i zatrzymujaca sie juz nazajutrz. Czulam, ze psychoterapeucie nie do konca zalezy na moim prawdziwym zrozumieniu, bardziej na moim poslusznym machinalnym wykonywaniu "prac domowych". Malo tego, widzialam tez narastajaca w nim frustracje, gdy tego nie robilam, tlumaczac, ze nie do konca ma to dla mnie sens. Nie uznaje pomocy samej sobie w postaci: rob cos, nawet jesli nie do konca to rozumiesz i czekaj na efekty.

Tak pokrotce wyglada moja historia. Nie spodziewam sie cudow, natomiast nie ukrywam, ze mam nadzieje, iz znajde w koncu ten "zloty srodek", ktory pomoze rowniez mnie.

Prosze o odpowiedz, jesli uzna Pan, ze jest jakakolwiek szansa we wskazaniu mi zrodla rzeczywistej pomocy.

Pozdrawiam,

Paulina

Droga Pani,

przypuszczam, ze jest szansa dla uzyskania przez Pania pomocy.

Wydaje mi sie, ze pustke, o ktorej Pani pisze, moga wypelnic bliskie zwiazki z ludzmi. Moze nie umie Pani ich nawiazywac. Byc moze pustka ta kryje stlumione emocje, ktore nalezaloby odreagowac.

Pozdrawiam serdecznie -

Boguslaw Wlodawiec




Prosilabym o informacje, jaki charakter ma pierwsze spotkanie z psychoterapeuta.

Pozdrawiam serdecznie -

Paulina

Droga Pani Paulino,

pierwsza sesja ma czesto dosc schematyczny przebieg. Zazwyczaj dazy sie do ustalenia, co bedzie celem terapii, czy zdaniem pacjenta ten cel jest mozliwy do osiagniecia, po czym pacjent pozna jego osiagniecie, czy sa jakies konkurencyjne motywy (tj. jakie sa dobre strony obecnych problemow i jakie problemy pojawia sie, gdy cel terapii zostanie osiagniety). W przypadku watpliwosci pacjenta co do osoby terapeuty (istotne znaczenie dla pacjenta moze miec np. wiek lub plec terapeuty), dazy sie do ich ujawnienia i znalezienia rozwiazania odpowiedniego dla pacjenta. To tyle w duzym skrocie - jesli interesuje Pania to zagadnienie, moge polecic Pani odpowiednia litereature (np. "ABC psychologicznej pomocy" pod red. J. Santorskiego)

Poniewaz troche wiem o Pani, mam tez jakies ogolne wyobrazenia na temat Pani klopotow i hipotezy dotyczace czynnikow leczacych.

Byc moze nie odreagowala Pani dotad stlumionych emocji z dziecinstwa. Przypuszczam, ze pustka, o ktorej Pani pisala, wyplywa z braku bliskich zwiazkow z ludzmi. To tez wiaze sie z emocjami - jesli nikt nie moze towarzyszyc mi w tym, co przezywam, to z nikim nie moge byc blisko.

Byc moze nie umie Pani zaufac ludziom - nalezaloby sprawdzic, czego sie Pani obawia z ich strony i na ile te obawy sa adekwatne do Pani obecnej sytuacji. To tyle, jesli chodzi o moje wyobrazenia o Pani problemach.

Zachecam Pania do lektur - jest teraz takze bogata literatura nt. DDA. Na pewno znajdzie Pani cos dla siebie.

Pozdrawiam serdecznie -

Boguslaw Wlodawiec

***

Szanowny Panie,

Rzeczywiscie duzym problemem jest moja nieumiejetnosc dostrzezenia dobrych stron w problemach, z ktorymi sie borykam. Postrzegam je zdecydowanie jako wroga, z ktorym nalezy jedynie walczyc. Jednoczesnie, jestem bardzo wymagajaca wobec siebie (co za tym idzie i innych), oczekuje perfekcji prawie pod kazdym wzgledem. To wywoluje we mnie ciagla frustracje, poczucie niedopasowania oraz konflikty przede wszystkim z bliskimi mi osobami. Jednoczesnie nie potrafie poczuc sie bezpiecznie w swiecie niedoskonalosci, przyjac za maksyme stwierdzenie propagowane przez niektore osoby "Jest tak, jak jest. Jest O.K.".

Staram sie byc pozytywna, ale niewiele na razie mi z tego wychodzi.

Na pewno moje dziecinstwo - w zasadzie jego brak w takim wymiarze, ktory jest budujacy - wplynelo na moj stosunek do otaczajacego mnie swiata. Mianowicie, musze bardzo pracowac nad soba, aby otaczajaca mnie rzeczywistosc postrzegac jako przychylna, w ludziach widziec dobro, oraz darzyc wewnetrzne glebokie przekonanie o tym, ze zycie mi sprzyja. Tego po prostu we mnie nie ma, lub nie potrafie tego odkryc. A samej siebie nie zamierzam do niczego zmuszac lub oszukiwac.

Wszystko, co dobre w moim wewnetrznym zyciu zadzialo sie spontanicznie, naturalnie, choc nie twierdze, ze bez wkladu mojej pracy.

Natomiast w mojej poprzedniej psychoterapii wiele bylo technik, co do ktorych, albo nie mialam przekonania, a byly jedynymi z mozliwych, albo nie przynosily zadnych efektow. Regresja takze nie przyniosla zadnych efektow. W pewnym momencie stwierdzilam, ze jestem przypadkiem beznadziejnym i zrezygnowalam.

Nie potrafie w tej chwili przewidziec czy jestem w stanie otworzyc sie wyjawiajac wszystkie zdarzenia, ktore mialy miejsce w przeszlosci. Wielu rzeczy sama nie pamietam, a znam je jedynie z opowiadan. Jestem jednak pewna, ze to one rzutuja na moje obecne problemy oraz postawe jaka mam wobec codziennej rzeczywistosci. Jednak czuje wewnetrznie, ze jestem otwarta na prace nad soba.

Pozdrawiam Pana i dziekuje za tak obszerna odpowiedz.

Paulina




Szanowny Panie,

Caly czas nurtuje mnie pytanie, czy jestem w stanie poradzic sobie z szeroko pojetymi brakami w wychowaniu, jakie mialy miejsce ze strony moich rodzicow. Ich juz nie ma w moim zyciu (prawie), natomiast ja widze jak nierealne mam oczekiwania w stosunku do najblizszych mi osob. To od nich oczekuje (przede wszystkim nieswiadomie), aby wypelnili powstala we mnie pustke. Staram sie nad tym panowac, ale to nie umniejsza, a wrecz poteguje moj bol wewnetrzny, poczucie osamotnienia i niedostosowania oraz destrukcyjne postepowanie wobec siebie samej. Jestem po kilkukrotnej lekturze ksiazki "Toksyczne zwiazki" i "Toksyczni rodzice" wydawnictwa J. Santorskiego. Jednak kiedy staram sie pracowac nad soba wcielajac w zycie zawarte tam wskazowki ogarnia mnie taki lek, ze jestem jak sparalizowana. Wtedy jak posluszny baranek powracam do starych i bardzo destrukcyjnych zachowan. Nazywam to u siebie "choroba sieroca". Dostrzegam natomiast jak wazne jest wychowanie na przykladzie moich znajomych oraz bliskich.

Chcialabym podkreslic, ze od psychoterapii nie oczekuje, zrekompensowania wszystkich brakow z przeszlosci. Mysle, ze jest to w doroslym zyciu niemozliwe. Bardziej potrzebuje pomocy w uporzadkowaniu tego co sie we mnie dzieje. Pomocy w okresleniu co jest realnym, mozliwym do spelnienia zyczeniem wobec swiata i innych, a co naruszaniem ich granic. Co i w jaki sposob moge zrobic dla siebie samej. Jak moge zbudowac wlasciwe relacje z innymi. I choc czytam na ten temat ksiazki, staram sie wcielac pewne zalecenia w zycie, to w swoim przypadku nadal jestem "glupia".

To tyle. Pisze dosc wyrywkowo i byc moze zbyt ogolnie, jednak na tyle, w tym momencie potrafie sie otworzyc.

Pozdrawiam serdecznie,

Paulina




Szanowny Panie,

W poprzednim liscie pytalam o to, w jakim stopniu w doroslym zyciu moge przepracowac braki z dziecinstwa? Szczegolnie chodzi mi o brak obecnosci, wsparcia i ciepla ze strony rodzicow. W tej chwili od nich juz tego nie otrzymam, natomiast nieswiadomie oczekuje tego od bliskich. Dlatego, mysle, jesli buduje jakiekolwiek stosunki z innymi, to z reguly jestem albo zdystansowana, albo nadmiernie wymagajaca. Zwrocil Pan na to uwage w pierwszym. Pisal Pan, ze byc moze nie potrafie nawiazac bliskich kontaktow z innymi. Prawdopodobnie tak. Jednak, jak przez psychoterapie mozna sie tego skutecznie nauczyc? Jaka czestotliwosc spotkan w Pana odczuciu jest niezbedna, aby psychoterapia przynosila pozytywne rezultaty? Dosc intensywnie pracuje i nie zawsze moge regularnie uczestniczyc w psychoterapii.

Droga Pani,

czesc deficytow z dziecinstwa mozna uzupelnic w trakcie terapii, czesciej jednak terapia sluzy nauczeniu sie uzupelniania ich w realnym zyciu, w kontaktach z bliskimi ludzmi.

Zainteresowala mnie regresja, o ktorej Pani wspomniala. Jestem ciekaw, jak to wygladalo i dlaczego nie dalo zadnych efektow.

Psychoterapia, zwlaszcza psychoterapia Gestalt, uczy bliskich kontaktow z ludzmi. W trakcie terapii bada się powody i mechanizmy unikania kontaktu.

Badania nad efektywnoscia psychoterapii wskazuja, ze czestotliwosc spotkan w cyklu 1 godz. raz w tygodniu jest najbardziej ekonomiczna. Oczywiscie to bardzo ogolna zasada, w przypadku niektórych pacjentow, zwłasza psychotycznych i z zaburzeniami osobowosci bardziej uzasadnione moga byc czestsze spotkania. Z kolei dla osob zdrowych, oczekujacych tylko porady, a nie psychoterapii, dlugosc przerw miedzy spotkaniami nie ma zadnego znaczenia. To co wowczas moga otrzymac, to przede wszystkim interpretacje, dajace intelektualne rozumienie problemu (co na ogol nie powoduje jeszcze zmian w emocjach i zachowaniu), lub instrukcje, pokazujace jak postepowac (które, dla czesci osob, ze wzgledu na przezywane emocje moga byc niemozliwe do wypelnienia).

Dla pracy na emocjach najkorzystniejsze jest natomiast skomasowanie doswiadczen emocjonalnych w krotkim czasie, co intensyfikuje ich przezywanie. Takie efekty uzyskuje sie np. podczas terapii grupowej, trwajacej 1-6 tygodni non-stop. Wada tego rozwiazania jest jednak brak mozliwosci wyprobowania nowych zachowan w realnym zyciu. Po intensywnej terapii pacjenci pelni entuzjazmu wracaja do domow i gdy spotykaja ich pierwsze rozczarowania - nie maja wsparcia grupy ani terapeuty.

Jesli z obiektywnych przyczyn nie moze Pani regularnie uczestniczyc w terapii, to może Pani odlozyc terapie na taki czas, gdy będzie już możliwy regularny udzial w niej, lub będzie Pani wystarczajaca zdecydowana na jej podjecie, pomimo braku czasu.

Pozdrawiam serdecznie -

Boguslaw Wlodawiec




Szanowny Panie,

Moja poprzednia psychoterapeutka wielokrotnie probowala wprowadzac mnie w stan, w ktorym mialam za zadanie wrocic do doswiadczen z wczesnego dziecinstwa. Jednak to, co udalo mi sie przypomniec, choc nadal to pamietam, nie jest w moim odczuciu powrotem do minionych zdarzen. Natomiast w wiekszosci tych seansow, mowiac w jezyku psychoterapeutki "uciekalam" zasypiajac. W koncu zaniechalysmy tej techniki calkowicie. Tematu dystansowania sie, nigdy nie przerabialam. Mysle, ze jest to dla mnie problem, poniewaz odczuwam duza niechec do pracy w grupie, czy wchodzenia w nowe srodowisko. Zawsze w swoim zyciu musze przelamywac bariere przed pierwszym spotkaniem, czy to w sprawie nowej pracy, czy jakiegokolwiek spotkania z nieznanymi mi osobami. Potem juz nie, ale na poczatku jest mi trudno.

Pozdrawiam -

Paulina

 




Witam !

Pisze do Pana z wielka nadzieja , iz uzyskam jakakolwiek porade odnosnie ponizej opisanych problemow. Z gory pragne podziekowac za Panska pomoc, ktora w mojej obecnej sytacji jest wprost bezcenna. Na wstepie pozwole sobie przedstawic po krotce moja osobe. Mam 23 lata i jestem na dzien dzisiejszy studentem IV roku uniwersytetu. Pochodze z malej miejscowosci , w ktorej mieszkam wraz z rodzina bez przerwy poczawszy od 7 roku zycia. Kontakty wsrod najblizszych nie naleza z pewnoscia do najlepszych . Moj ojciec zmarl, kiedy mialem 7 lat . Matka juz w tym czasie byla zamezna powtornie, wiec wraz ze starszym bratem mielismy ojczyma, z ktorym od kiedy pamietam laczyly mnie co najmniej niezdrowe stosunki. Zaczynajac od tego, iz nigdy nie pojawila sie miedzy nami jakakolwiek nic porozumienia ( nie wspominajac o milosci ) , a konczac na tym , iz spotkalo mnie z jego strony wiele upokorzen, ktore, pomimo uplywu czasu, utkwily w mojej pamieci bardzo mocno. Matka, po poprzednim, nieudanym malzenstwie z nalogowym alkoholikiem, postanowila, wbrew niepokojacym sygnalom, utrzymac za wszelka cene malzenstwo, co w krotkim czasie spwodowalo wiele patologii w rodzinie.

Drogi Panie,

byc moze wlasnie relacje z ojcem i ojczymem sa przyczyna problemow z Pana poczuciem tozsamosci. Zaden z nich nie mogl byc dla Pana wzorem mezczyzny.

Matka natomiast nie nauczyla Pana jak nawiazywac relacje z kobietami. Nie mogl sie Pan tego nauczyc w relacji z nia, ani obserwujac jej relacje z ojczymem.

Nie byly to tak "spektatkularny " przypadek jak to mialo miejsce we wczesnieszym zwiazku, gdzie na porzadku dziennym byla brutalna przemoc,ale nie mozna nazwac normalnym zachowanie dziecka, ktore na widok ojczyma doslownie poci sie ze strachu i nigdy nie jest pewne jego reakcji . I wlasciwie taki stan pozostaje do dnia dzisiejszego , pomimo ze mam juz niemal 25 lat . Ojczym , ktory nie znalzl spelnienia w obecnym zwiazku , jest juz od okolo 10 lat alkoholikiem , nie podejmujacym zadnych prob leczenia , a matka , jak zwykle , holduje swoje zelaznej zasadzie zyciowej : " Jakos to bedzie " . Z czasem takie myslenie udzielilo sie i moje osobie . List , ktory do Pana pisze ma byc w moim przypadku pierwszym krokiem, przelamujacym bariere beznadziejnosci.

Gatuluje! W takim razie dobrze, ze Pan do mnie napisal. Rzeczywiscie, wcale nie jest Pan w beznadziejnej sytuacji. Przeciwnie, wyrwal sie Pan z domu w bardzo rozsadny sposob, konczy Pan teraz studia, co rowniez jest godne pochwaly. Byc moze najwyzszy czas na uporzadkowanie Pana emocji i relacji z ludzmi. To takze jest w oczywisty sposob w zasiegu Pana mozliwosci. Wymaga tylko podjecia psychoterapii, a nastepnie cierpliwosci i samodyscypliny.

Po wyjezdzie mojego starszego brata za granice nie mam w poblizu zadnych przyjaciol , o reszty rodziny nie wspominajac, z ktorymi moglbym sie podzielic swoimi problemami .

Mam nadzieje, ze Pan to zrozumie.

Piszac o konkretnych klopotach z jakimi sie borykam, doprawdy nie wiem , od czego mialbym zaczac. Chyba od tego, iz nie potrafie nawiazywac kontaktow z ludzmi w ogole, a szczegolnie jesli idzie o plec przeciwna. Co wiecej, ja wprost panicznie obawiam sie towarzystwa kobiet, co czasami przyjmuje wrecz paradoksalne formy jak na przyklad silne i niekontrolowane drzenie rak. Tego typu reakcje pojawily sie na poczatku szkoly sredniej i nasilaly sie wraz z wiekiem. Doprowadzilo to z czasem do dlugich depresji , ktore w rodzinie byly kwitowane stwierdzeniem, ze mam fatalny charakter .

Niech sie Pan nie obwinia za depresje. Ma Pan do niej prawo. Choc oczywiscie lepiej jest sie z niej wyleczyc.

Zawsze zatem pozostawalem z boku i bylem wyizolowany .

Izolowanie sie ma wiele przyczyn. Wyplywa z niskiego poczucia wlasnej wartosci. Zabezpiecza przed zranieniem i poczuciem odrzucenia, choc z drugiej sytrony uniemozliwia przyjmowanie wsparcia i przelamanie poczucia osamotnienia. Otwieranie sie jest zawsze ryzykowne, dla Pana tym bardziej, ze wiaze sie z wyzwalaniem stlumionych, bolesnych emocji z przeszlosci.

Myslalem, ze kiedy dostane sie na studia sytuacja radykalnie sie zmieni - nabiore wiekszej pewnosci siebie i zaczne zyc normalnie. Stalo sie wrecz na odwrot . Problemy poglebily sie , prowadzac do pogorszenia mojej kondycji psychicznej . Depresje, krotkotrwale aczkolwiek bardzo intensywne, sa na porzadku dziennym . Nie moge sie odnalezc w "towarzystwie". Nie mam przyjaciol. Ostatnimi czasy pojawily sie rowniez problemy z okresleniem wlasnej tozsamosci seksualnej . Nieudana proba wspolzycia z kobieta wyzwolila we mnie ogromne poczucie winy i zaczalem sie zastanawiac , czy niektore moje reakcje jak dojrzewajacego chlopaka, nie byly zapowiedzia pzryszlych klopotow z ustaleniem wlasnej orientacji seksualnej . Mozliwe iz przyczyna takiego stanu rzeczy jest po prostu niemoznosc nawiazanie nieskrepowanych kontaktow z plcia przeciwna lub tez przyczyna lezy gdzie indziej - zupelnie wiem.

Nieudana proba wspolzycia seksualnego sama w sobie nie swiadczy o niczym. Nie znam szczegolow, przypuszczam jednak, ze wyolbrzymia Pan znaczenie nieudanej proby wspolzycia seksualnego. Jesli nie czuje sie Pan bezpiecznie w towarzystwie kobiet, zapewnenie czul sie Pan bezpiecznie rowniez podczas wspolzycia z ta kobieta. Trudno w takiej sytuacji o udany seks. Seks bez milosci, bez poczucia bezpieczenstwa, raczej nie moze byc satysfakcjonujacy. Doradzalbym Panu najpierw szukac emocjonalnej bliskosci z wybrana kobieta, poczucia bezpieczenstwa, zaufania, milosci, a dopiero pozniej podejmowac wspolzycie.

Wiem tylko jedno, iz ogromnie potrzebuje jakiejkolwiek pomocy, lub tez porady, ktora moglaby mi wskazac droge ku lepszemu zyciu , dac po prostu nadzieje na poprawe.

Dziekuje za lekture listu i z niecierpliwoscia oczekuje na odpowiedz, za ktora bede ogromnie wdzieczny !

Konrad

Doradzalbym Panu terapie DDA i lektury ksiazek na ten temat. Np. Stephanie Brown "Bezpieczne przejscie" lub Janet Woititz "Dorosle Dzieci Alkoholikow".

Sciskam dlon -

Boguslaw Wlodawiec




Szanowny Panie Boguslawie!

Chcialbym prosic o porade, co zrobic z objawami nerwicy, ktore mi utrudniaja zycie.

Jestem juz 49 letnim mezczyzna, rozwiedzionym. Przez kilkanascie lat, zylem w zwiazku z kobieta uzalezniona od alkoholu. Po rozstaniu z nia trafilem do wspolnoty Al-Anon, ktora mi wiele pomogla. Po pewnym czasie zaczalem chodzic na meetingi DDA, gdzie sobie dopiero uzmyslowilem, ze moj ojciec byl alkoholikiem. Przedtem tak nie myslalem, gdyz mial zasade, aby pic alkohol tylko w towarzystwie (w przeciwienstwie do mojej bylej zony). Jednak w mojej naturalnej rodzinie bylo bardzo wiele zlosci, konfliktow, upokorzen itp.

Mysle, ze mam spora swiadomosc dotyczaca problemu uzaleznienia, wspoluzaleznienia i dysfunkcji. Meetingi mi sporo pomagaja, jednak jest to pomoc dorazna. Najgorsze jest to, ze obecnie dochodza nieokreslone problemy wynikajace z poczucia niespelnienia, braku normalnej rodziny, braku satysfakcji z pracy, przemijajacego czasu itp. Mam cos w rodzaju poczucia winy, w zwiazku z tymi problemami, gdyz, obiektywnie rzecz biorac, obecna moja sytuacja wcale nie jest taka zla. Od rozstania z osoba uzalezniona minelo juz 5 lat, mam prace, mieszkanie, problemy dziecinstwa, choc czasem wracaja we wspomnieniach, sa juz nieco odlegle (obydwoje rodzice nie zyja).

Jednak mam ostatnio nasilajace sie objawy somatyczne (bole serca, bole w jamie brzusznej), a takze bezsennosc, czeste objawy niepokoju i zdenerwowania, oraz co mnie najbardziej stresuje, trudna do opanowania sklonnosc do lez, a nawet placzu, bez istotnych powodow. Lekarz w przychodni, zapropnowal mi zgloszenie sie na konsultacje psychiatryczna w celu leczenia nerwicy, jednak trudno mi sie na to zdecydowac. Nie chcialbym brac lekow, gdyz moja matka byla uzalezniona od pigulek uspokajajacych i nasennych (glowniwe relanium) i mam obawy z tym zwiazane.

Slyszalem o roznych terapiach. Jednak mam poczucie, ze wiele z nich, nie trafia w moje problemy. Wspoluzaleznienie, jest juz troche dla mnie przeszloscia, podobnie jak DDA. Mysle tez, ze problemy z dziecnstwa, choc wazne, sa tylko jedna z przyczyn moich klopotow. Troche tez sie obawiam, ze terapia, zwlaszcza dlugotrwala, moglaby dla mnie byc zastepczym celem, czyms w rodzaju fanaberii, dla zabicia pustki. Mam tez problem zwiazany z moim dojrzalym juz wiekiem (bardzo sie boje zblizajacych sie 50 urodzin), a jak slyszalem, terapia, zwl. DDA, jest glownie dla ludzi mlodych, ktorzy maja aktualne problemy ze swoimi rodzicami. U mnie dochodza problemy, ktore moga wydawac sie obce tym ludziom, takie jak zyciowe rozczarowanie, niespelnienie, utrata wiary w mozliwosc zmian w moim zyciu, oraz w jakas sensowna przyszlosc. Moze jednak jest cos co mi mogloby pomoc, gdyz czuje, ze dzieje sie ze mna cos zlego. Mieszkam w Warszawie.

Pozdrawiam i czekam na odpowiedz -

Romuald

Drogi Panie Romualdzie,

byc moze jednak jest Panu potrzebna terapia DDA. Nie wiem, czy mitingi Panu wystarcza, choc bardzo dobrze, ze Pan na nie chodzi.

To, ze Pan placze, nie niepokoi mnie. Zapewne ma Pan do tego powody. Byloby jednak dobrze, zeby byl wowczas przy Panu ktos zyczliwy. Latwiej odreagowac wowczas negatywne emocje. Wowczas, w pewnym momencie nastroj, o ktorym Pan pisze, skonczy sie.

Dziecinstwo w rodzinie alkoholowej, doroslosc w zwiazku z alkoholiczka i samotnosc obecnie to bardzo duzy ciezar. Byloby dobrze, zeby Pan sie nim z kims podzielil. Ponadto, zblizajace sie 50 urodziny zapewne sklaniaja Pana do robienia bilansu zycia. Pewne rzeczy wypadaja w nim na plus (np. praca, mieszkanie), inne na minus (np. samotnosc). Taki bilans zycia jest tym trudniejszy, im wiecej lat uznaje Pan za zmarnowane i im mniej spodziewa sie Pan jeszcze przezyc. Osobom w mlodym wieku, ktore podsumowuja dobre i zle strony swojego dziecinstwa (np. na terapii DDA), jest latwiej niz Panu.

Cierpienie zwiazane z przezyciem straty nie trwa wiecznie. W pewnej chwili lzy sie koncza. Po podsumowaniu dotychczasowego bilansu zycia zapewne skupi sie Pan na wykorzystaniu pozostalych kilkudziesieciu lat tak, by byl Pan z siebie zadowolony.

Pozdrawiam serdecznie -

Boguslaw Wlodawiec




Uzależnienie od alkoholu

Mam 46 lat mieszkam w Chicago codzienie pije 12 piw wieczorem, czasami potym mam odwodnienie organizmu, dusznosci, nieregularne bicie serca, kucie w klatke piersiowej.

Chcialbym pic tylko w piatek i sobote. Czy to możliwe?

Czarek

Drogi Panie Czarku,

obawiam sie, ze nie. Przypuszczam, ze jest Pan alkoholikiem. Ponadto zapewne jest Pan w dlugim, alkoholowym ciagu, skoro pije Pan alkohol codziennie. Przypuszczalnie na zawsze utracil Pan zdolnosc picia kontrolowanego. Jedyne rozwiazanie dla Pana w takiej sytuacji to calkowita abstynencja od alkoholu. Zapewne na poczatku bedzie wiazalo sie to z przykrymi, fizjologicznymi objawami zespolu abstynencyjnego.

Doradzalbym Panu nawiazanie kontaktu z poradnia odwykowa i (lub) z grupa Anonimowych Alkoholikow.

Znaczna czesc alkoholikow trafia na leczenie, by pomoc im dalej pic bez tych wszystkich negatywnych konsekwencji alkoholizmu: utraty zdrowia, konfliktow z otoczeniem, z prawem, autodestrukcji, itp. Tymczasem nie ma juz na to szans - kazdy kontakt z alkoholem moze uruchomic alkoholowy ciag.

Sciskam dlon -

Boguslaw Wlodawiec




Juz nie pije 3 dzien.

Gratuluje!

Po co mam chodzic do AA, jesli bede pil tylko w piatki i soboty.

Po to, by nauczyc sie zyc bez alkoholu. Obawiam sie, ze picie kontrolowane jest juz dla Pana niemozliwe.

Oczywiscie to jest Pana zycie i zdrowie i sam Pan decyduje, co z nim Pan zrobi.

Sciskam dlon -

Boguslaw Włodawiec




witam,

chcialbym sie dowiedziec jakie sa objawy alkoholizmu? tzn. kiedy mozna bezwarunkowo ocenic, ze ktos jest uzalezniony od alkoholu, albo jak mozna to sprawdzic?

dziekuje za odpowiedz, pozdrawiam

- m.

Drogi Panie,

objawy uzaleznienia od alkoholu to:

  • picie alkoholu pomimo szkodliwych skutkow;
  • trudnosci w kontrolowaniu picia;
  • bardzo silne pragnienie picia;
  • zmiana tolerancji na alkohol (zazwyczaj najpierw zwieksza sie tolerancja - mozna wypic wiecej - z czasem jednak mniejsze dawki alkoholu wystarczaja do upicia sie);
  • zespol abstynencyjny (lek, drzenie, pocenie sie po zaprzestaniu picia);

Wystapienie trzech sposrod wymienionych wyzej objawow wystarcza do zdiagnozowania uzaleznienia.

Inne objawy uzaleznienia i problemy, ktore moga wystepowac:

  • ciagi alkoholowe (np. picie alkoholu przez kilka dni);
  • psychozy alkoholowe;
  • napady paniki;
  • proby samobojcze i samouszkodzenia;
  • nastroj depresyjny;
  • nerwowosc, wybuchy zlosci bez powodu;
  • bezsennosc;
  • somatyczne powiklania spowodowane piciem alkoholu (owrzodzenie, zapalenie zoladka, choroby watroby);
  • wypadki lub urazy spowodowane piciem alkoholu;
  • oslabienie pamieci lub koncentracji;

·         prawne i spoleczne problemy zwiazane z piciem alkoholu (problemy malzenskie, problemy w pracy, konflikty z prawem);

Sciskam dlon -

Boguslaw Wlodawiec

***

Witam,

Bardzo dziekuje za odpowiedz. Jest ona jednak dosyc ogolnikowa i nie wiem jak mam rozumiec pojecia m.in. takie jak:- "Trudnosci w kontrolowaniu picia", albo "Zmiana tolerancji na alkohol".

Drogi Panie,

opisy objawow musza byc ogolnikowe z natury rzeczy. Nauki spoleczne roznia sie tym od nauk formalnych, jak matematyka czy logika, a takze od nauk przyrodniczych takich jak fizyka czy chemia, ze definicje, jakie sie w nich stosuje, sa czesto nieostre, nieprecyzyjne czy ogolnikowe. Nie ma wirusa alkoholizmu, ktorego moznaby wyodrebnic we krwi alkoholika, ani genu alkoholizmu (choc sa geny odpowiedzialne za metabolizm alkoholu), ani okreslonej wady mozgu, ktora moznaby stwierdzic, badajac glowe alkoholika. Alkoholizm diagnozuje sie na podstawie zachowania osoby uzaleznionej i zglaszanych objawow. Zachowanie ludzi wymyka sie precyzyjnym definicjom, kryteria diagnostyczne musza wiec byc dosc ogolne.

Wydaje mi sie, ze to sa trudne do uchwycenia wskazniki i dlatego chcialbym zapytac czy sa moze liczone jakies srednie, albo statystyki (widzialem wiele takich rzeczy na Panskiej stronie) odnosnie ilosci alkoholu wypijanych w danym okresie czasu. Np. czy dwa piwa dziennie prowadza do uzaleznienia? Albo jaki okres czasu nie picia mozna przyjac za pewna oznake nie bycia uzaleznionym? Dziekuje raz i jeszcze i pozdrawiam

- M.

Nie jest mozliwe zdiagnozowanie alkoholizmu na podstawie wyliczen spozywanego alkoholu, albo na podstawie dlugosci okresow abstynencji. Mozna byc alkoholikiem, pijac codziennie niewielkie dawki alkoholu (bez upijania sie). Wsrod takich osob zdarzaja sie zespoly abstynencyjne w trakcie przerwy w kontaktach z alkoholem, czy psychozy alkoholowe, pomimo, ze nigdy sie nie upijaly.

Mozna tez byc alkoholikiem i utrzymywac wieloletnia abstynencje. Nie istnieje granica czasowa utrzymywania abstynencji, po przekroczeniu ktorej nabywa sie utracona wczesniej kontrole nad piciem.

Sciskam dlon -

Boguslaw Wlodawiec

 

***

Witam ponownie,

Bardzo dziekuje za odpowiedzi! Wydaje mi sie, ze wiele one wyjasnily, przynajmniej na plaszczyznie teoretycznej. Zadam teraz pytanie byc moze zbyt mocno ukonkretyzowane i bezposrednie, ale jednoczesnie najbardziej mnie niepokojace. Czy odwolujac sie do doswiadczen z panskiej praktyki uznalby pan za ryzykowne picie alkoholu regularnie raz w tygodniu? Tzn. unikanie nawet niewielkich dawek w ciagu tygodnia, natomiast przyjmownaie duzej ilosci np. piwa co sobote.

Jeszcze raz bardzo dziekuje i pozdrawiam

M

Drogi Panie,

tak, picie duzych dawek alkoholu regularnie co tydzien uwazam za ryzykowne. Moze doprowadzic do uzaleznienia. Oczywiscie dotyczy to takze piwa, ktore zawiera taki sam alkohol. 8 butelek piwa o zawartosci alkoholu 5%, zawiera tyle samo alkoholu, co jedna butelka wodki (0,5 l) o zawartosci alkoholu 40%.

Sciskam dlon -

Boguslaw Włodawiec




Panie Bogusławie,

Dziękuję bardzo za wyczerpujšce odpowiedzi, które wyjasniły wiele moich watpliwosci. Obecnie mam nieco bardziej sprecyzowany poglad na sprawę alkoholizmu i podchodzę do kwestii spożywania alkoholu z większš ostrożnoscia. Jeszcze raz dziękuję, serdecznie pozdrawiam i gratuluję z okazji prowadzenia Pańskiej bardzo pożytecznej strony, której - jak również i Panu - życzę powodzenia!

Pozdrawiam

M




Dzień dobry

Chcialabym prosic o porade. Probuje zalatwic leczenie odwykowe dla mojej ciotki. Poczatkowo chcialam zalatwic w Instytucie Psychiatrii i Neurologii w Warszawie ale kasa chorych nie wyrazila zgody na refundacje, zaproponowano mi trzy inne osrodki . Chcialabym prosic o szczera rade.

Droga Pani Jolu,

wydawalo mi sie, ze wszystkie moje rady sa szczere. Czyzby Pani miala inne

wrazenie? :-)

gdzie najlepiej skierowac ciotke.

Na Pani miejscu zadzwonilbym do kazdego z tych osrodkow, ktore Pani polecono, i zapytalbym o to, kto pracuje z uzaleznionymi kobietami: psycholog, absolwent resocjalizacji, lekarz, pielegniarka, instruktor(-ka) terapii odwykowej czy trzezwiejacy alkoholik. Polecam raczej psychologow lub inne osoby z wyzszym wyksztalceniem kierunkowym. Drugie pytanie - czy terapeuta, który ewentualnie mialby pracowac z Pani ciotka ma ukonczone szkolenia takie jak STU i SPP (Studium Terapii Uzaleznien i/lub Studium Pomocy Psychologicznej). Odradzalbym raczej osoby bez tych szkolen.

Jesli na kazde z tych pytan otrzymalaby Pani negatywna odpowiedz, to celowosc korzystania z uslug takiego osrodka stoi może budzic watpliwosci.

Z gory bardzo dziekuje za wszelkie wskazowki.

Jola

Pozdrawiam serdecznie -

Boguslaw Wlodawiec




Panie Doktorze

Bardzo dziekuje za tak dokladne informacje.

Oczywiscie nie watpie w szczerosc Panskich wypowiedzi, uzywajac tego slowa chcialam raczej podkreslic ze zalezy mi na konkretnych informacjach jak adresy i nazwiska konkretnych osob. Do tej pory raczej bylam zbywana ogolnikami w stylu ze trzeba pojechac i sprawdzic na sobie, ze nikt nie potrafi powiedziec gdzie lecza dobrze a gdzie nie, itp. stad ta desperacja.

Droga Pani,

sposrod kilkudziesieciu wiodocych placowek odwykowych w Polsce monitorowanych przez Instytut Psychologii Zdrowia w latach 1994 - 1999, najlepsze rezultaty osiagnely malo znane wczesniej osrodki odwykowe w Lukowie (k. Siedlec) i w Makowie Mazowieckim. Wsrod alkoholikow, ktorzy ukonczyli podstawowy program terapii, odsetek utrzymujacych abstynencje jeszcze 2 lata po leczeniu w tych osrodkach osiagnal az 50%. Dalsza czesc osob uzaleznionych uzyskala wieksza lub mniejsza poprawe, pijac rzadziej i krotszymi ciagami. Nieznaczna czesc osob pila w sposob podobny lub gorszy jak przed terapia.

Warto pamietac, ze szanse utrzymywania trwalej abstynencji można dodatkowo zwiększyć, kontynuujac terapie w ramach programu zaawansowanego i/lub biorac udzial w mitingach AA.

Kolejki osob chetnych, by leczyc się w tych placowkach sa dosc dlugie - trzeba sie liczyc z dluzszym czasem oczekiwania na przyjecie.

Pozdrawiam serdecznie -

Boguslaw Wlodawiec

 




Dzień dobry.

Mam na imię Pawel i jestem lekarzem. Mieszkam w Koszalinie. Bardzo Pana proszę o specjalistycznš poradę, gdyż od tego jak Pan mnie pokieruje zależy życie mojego wujka. Otóż jest on alkoholikiem, człowiekiem skrytym, który jest dusza towarzystwa tylko wtedy, jak jest pod wpływem alkoholu. Pije codziennie, min. 2 piwa, ale wydaje mi się, że jest tego więcej.Czasami pije tak, że traci przytomnosc, wtedy spi bardzo głębokim snem, można z Nim robić prawie wszystko- to jest bardzo niebezpieczne. Widuję Go tylko w weekendy, gdyż pracuje poza domem. Jest kawalerem, tak wybrał.

Poprosił mnie o pomoc po tym jak starałem mu uswiadomić, że ma problem z alkoholem. Jak mam teraz się zachować- leczenie w zakładach nie wchodzi w grę, muszę zrobic to sam, a moje postępowanie musi być rozważne, bo jesli ja go zawiodę to nikt mu już nie pomoże- będzie za pózno Jaka zastosować psychoterapię, jakie leki aby zmniejszyć objawy- ogólnie wiem, ale potrzebuję pańskiej porady. W pištek będę się z Nim widział. Jak zaczać, jak pomóc, jestem gotowy na wiele gdyż jest to dobry człowiek i szkoda aby się zmarnował. Wierzę w Niego gdzies podswiadomie, wierzę też w Pana. Będę z Panem w razie potrzeby w stałym kontakcie.

Z niecierpliwoscia czekam na odpowiedz.

Pawel

Drogi Panie Pawle,

doceniam Pana dobra wole. Jednak z przykroscia musze napisac Panu, ze Pana szanse na to, by Pan samodzielnie wyleczyl wujka z alkoholizmu, sa bliskie zeru.

Po pierwsze dlatego, ze w przypadku uzaleznien skuteczna jest przede wszystkim terapia grupowa. Psychoterapia indywidualna moze byc tylko jej uzupelnieniem.

Po drugie, osoby uzaleznione sa bardzo sprawne w manipulowaniu otoczeniem - np. w przerzucaniu na innych odpowiedzialnosci za swoje picie, wywolywaniu poczucia winy, zaprzeczaniu lub bagatelizowaniu swojego uzaleznienia. Bez przeszkolenia i praktyki pod superwizja bedzie latwo Pana oszukac. Moze to doprowadzic do sytuacji, ze pod pozorem leczenia bedzie Pan w istocie ulatwial wujkowi dalsze picie.

Po trzecie, czlonek rodziny nie ma szans byc skutecznym terapeuta dla osoby uzaleznionej, gdyz znacznie trudniej jest oceniac obiektywnie sytuacje wlasnej rodziny. Pogodzenie rol terapeuty odwykowego i siostrzenca jest tu szczegolnie trudne takze ze wzgledu chocby na wieksza podatnosc na manipulacje osoby uzaleznionej. Bardzo trudno byloby Panu np. stosowac konfrontacje - pokazywac wujkowi co on robi, by usprawiedliwic swoje picie, co robi, by nie widziec szkod, jakie ponosi z powodu picia, nazywac po imieniu jego zachowanie po alkoholu, itd. Siostrzeniec nie jest najbardziej odpowiednia osoba do tego, by traktowac wujka tak po ojcowsku. Nb. wsrod psychoterapeutow dominuje poglad, ze laczenia rol psychoterapeuty i czlonka rodziny/narzeczonego jest niemozliwe dla kazdego rodzaju terapii, nie mowiac juz o terapii odwykowej. Sklonny bylbym podzielac ten poglad w przypadku osob uzaleznionych.

Mechanizm iluzji i zaprzeczania charakterystyczny dla uzaleznien sprawia, ze osoby uzaleznione bardzo przekonywujaco oklamuja siebie samych i otoczenie, zwlaszcza w kwestiach zwiazanych z uzaleznieniem. Byc moze jedna z takich iluzji jest twierdzenie, ze tylko Pan moze pomoc wujkowi, podczas gdy w rzeczywistosci Pan nie moze tego zrobic.. Jesli Pana wujek wmawia Panu cos takiego, to osiaga z tego powodu wiele "korzysci": - nie musi podejmowac prawdziwego leczenia, a wiec spokojnie moze pic dalej i zarazem uwalnia sie od poczucia winy - wine za jego picie ponosi teraz Pan, bo "zle mu Pan pomaga".

Moze Pan przyniesc wujkowi literature dotyczaca uzaleznienia, znalezc adresy i telefony placowek odwykowych i grup AA. Najlepszy moment jest wtedy, gdy wujek jest na kacu, cierpi z powodu zatrucia i ma poczucie winy. Nalezy wowczas umowic go na jak najwczesniejsza wizyte i zaprowadzic, zanim sie rozmysli. I/albo natychmiast zaprowadzic na miting AA. Nalezy wtedy kuc zelazo puki gorace - nastepnego dnia, gdy poczuje sie lepiej, moze juz zmienic poglad na swoje picie.

Zachecam do lektur. Jest duzo dobrych ksiazek na temat alkoholizmu. Kilka dobrych tytulow moze Pan znalezc na stronach wydawnictwa Instytutu Psychologii Zdrowia (http://www.ipz.edu.pl/wydawnictwo.html).

Wujkowi nie nalezy jednak dawac do czytania specjalistycznych publikacji przeznaczonych dla terapeutow. Dla niego bardziej odpowiednie bylyby popularne poradniki AA, ktorych sporo jest teraz w ksiegarniach.

Sciskam dlon -

Boguslaw Wlodawiec

PS. Zycie Panskiego wujka zalezy przede wszystkim od niego samego, od tego, co on ze soba zrobi, a nie od tego, co ja napisze.




 

Mam problem z alkoholem tzn. sadze ze jestem alkoholikiem .

Mam rodzine, ale widze ze robi sie niedobrze, moj ojciec byl alkoholikiem ale jakos nie dociera to do mnie jaki byly skutki picia chociarz je widzialem.

Na "kacu" sa obietnice nie picia ale pote wszystko umyka kiedy czlowiek sie dobrze czuje . U mnie to narazie wyglada tak, ze obietnice moje nie maja znaczenia a cierpienie na kacu umyka tak szybko jak tylko sie dobrze czuje.

Jakie dzialanie mam podjac by okreslic swoj status bez picia i zastapic to czyms innym ?

Narazie chyba mam szanse i w to wierze ze dam rade byc normalnie.

Moj proble wynika (tak mysle) z nerwicy ktora mam, alkohol poprostu daje mi dobre samopoczucie i daje mi normalny byt, wiem ze to tylko ta zludnie wyglada ale taka jest prawda dla mnie problemem jest isc do sklepu ale kiedy jestem po paru piwkach ten problem przestaje byc .

Co mam zrobic prosze o pomoc

Pozdrawiam

Jacek

Drogi Panie Jacku,

Proszę zatelefonowac do jednego z dwoch najlepszych oddzialow odwykowych w Polsce i umowic sie na wizyte:

Ø      Oddzial Odwykowy

ul. 700-lecia 5,

21-400 Lukow

tel. 025/798-48-80

Ø      Osrodek Intensywnej Terapii Osob z Problemem Alkoholowym

ul. Mickiewicza 30

06-200 Makow Mazowiecki

tel. 029/717-11-23 w. 362

Leczenie na oddziale trwa 6 tygodni. Prosze dowiedziec sie, czy  wybrany osrodek ma umowe z Pana kasa chorych. Jesli nie ma, moze Pan napisac list z odpowiednimi "podziekowaniami" do dyrektora swojej kasy i wybrac sie na leczenie do najblizszej poradni odwykowej i/lub ruchu AA.

W Pana sytuacji najpierw najwazniejsze jest leczenie sie ze smiertelnej choroby, jaka jest alkoholizm. Nie ma mozliwosci zaczynac leczenia od terapii nerwic, ignorujac alkoholizm.

 Gdy juz bedzie Pan umial utrzymywac abstynencje (bedzie mial Pan min. 2 lata abstynencji), prosze zatelefonowac do Instytutu Psychologii Zdrowia i zglosic sie na Program Rozwoju Osobistego. W trakcie PRO, ktory jest zaawansowanym programem terapeutycznym dla osob zaawansowanych w trzezwieniu, bedzie mogl Pan pracowac nad problemami emocjonalnymi i problemami w kontaktach z ludzmi. Wiecej o efektywnosci PRO moze Pan przeczytac na stronie http://republika.pl/wlodaw/pro.htm.

Pozdrawiam serdecznie i zycze powodzenia -

Boguslaw Wlodawiec




Problemy małżeńskie

Na wstepie chcialbym nadmienic, ze jest to dla mnie wielki problem.

Ja mam 24 lata, zona 23. Jestesmy prawie dwa lata malzenstwem, mamy 15 miesieczne dziecko i nieudane wspolzycie. Zaczelo sie to po urodzeniu dziecka. Przed dzieckiem nie mialem jeszcze na co narzekac. Po urodzeniu, jak wiadomo, nie mozna bylo sie kochac ze wzgledow wiadomych. Rozumialem to i wszystko jakos szlo do przodu. Gdy minal trzeci-czwarty miesiac bez seksu to wspomnialem cos by sprobowac. Wszystko bylo prawie w porzadku lecz cos jeszcze zone bolalo w pochwie. Minely kolejne dwa miesiace prob. Bylo coraz lepiej, ale z czestoscia nie poprawialo sie. Jeden, maksimum dwa stosunki w tygodniu. Gdy juz wszystko wrocilo do normy (chodzi o fizycznosc zony), chcialem by bylo tak jak przed ciaza, tzn. bysmy czesciej sie kochali. Jednak nie moglem nic zrobic by bylo wiecej niz dwa, no maksymalnie trzy razy w tygodniu (ale czesto bylo tylko raz). Zona ciagle nie ma ochoty. Od prawie 8 miesiecy pracuje i to jest wymowka, ciagle twierdzi, ze jest zmeczona (tak poza nawiasem to oboje studiujemy i to tez jest kolejne obciazenie i wymowka do braku seksu). Niedawno w pracy miala remanent i kilka dni nie bylo jej w domu po 12 godzin, lecz to nie przeszkodzilo by po powrocie do domu usiadla przed komputerem i pisala prace kolezance (nie wiem czy odbieralbym ta sytuacje tak samo, gdyby dla mnie miala czas i ochote na seks, ale poczulem sie calkowicie na drugim, co ja pisze, na szarym koncu jej hierarchii waznosci). Wymawiala mi na poczatku swojej pracy, ze malo jej pomagam, sama musi o wszystkim myslec (co nie do konca mialo potwierdzenie w rzeczywistosci), wymawiala mi takze, ze pije piwo, czego ona nie lubi, i ze to tez zniecheca ja do seksu. Po tej chyba szczerej rozmowie postanowilem sie zmienic na korzysc, odciazyc zone z wielu obowiazkow, przestac pic piwo (nie do konca, ale drastycznie to ograniczyc). Nie od razu, ale moge powiedziec, ze zmienilem sie i ciagle sie zmieniam (az sam czasami siebie zadziwiam).

Mijaja kolejne miesiace i stosunek zony do seksu sie nie zmienia. W miedzyczasie probowalem ja namowic na wizyte czy u psychologa, czy u seksuologa, ale ona nie chce tego sluchac (mowi, ze to ja powinienem sie tam wybrac – moze ma razje, chociaz wolalbym bysmy oboje to zrobili). Nie wiem juz co mam robic. Jeszcze nadmienie, ze kupuje jej prezenciki nie tylko na specjalne okazje, czasami przynosze jej kwiaty, staram sie byc najlepszym mezem, ale juz zaczyna mi brakowac cierpliwosci i pomyslow. Wyjechac nigdzie nie mozemy, bo i o tym myslalem. Acha jeszcze musze napisac, ze w ubieglym roku robilismy remont domu. W pierwszym tygodniu remontu zona zmienila sie nie do poznania. Po prostu stala sie taka, ze nawet ja sobie nie wyobrazalem by az tak sie zmienila. Po prostu sama inicjowala zblizenia, ciagle bylo jej malo. Minal jednak tydzien i wszystko wrocilo do normy, jak zwykle ja musialem wyjsc z inicjatywa i o ile zechciala to cos bylo (dzisiaj tlumaczy mi, ze wtedy sie zmuszala do seksu, lecz jezeli tak bylo to moglaby byc aktorka, tak dobrze jej to wychodzilo). I tak jest do dzisiaj. Prosze o porade, bo nasze malzenstwo chyba sie powoli rozpada.

Pisalem do grupy dyskusyjnej psychologia i ludzie roznie mi odpowiedzieli. Jeden z czlonkow grupy zasugerowal, ze moze zona kogos ma.

To, ze ma kogos na boku odpada.

Czasami sie dogadujemy. Ostatnio zona nie ma na to czasu. Ale bywaja dni (wczoraj), ze czuje sie z nia cudownie. Zwykle moze nie jest tak zle, przyjezdza z pracy (czesto razem wracamy), opowiada mi jak jej minal caly dzien i jest nawet fajnie lecz zagubily w niej sie uczucia. Nie potrzebuje pocalunkow, przytulania ogolnie czulosci. Czyzby to dziecko i praca ja tak przytlaczaly? No i jeszcze szkola. Ale ja staram sie ja wyreczac z wielu obowiazkow (z wszystkich nie dam rady), czesto ja nie spie w nocy bo dziecko nie moze spac spokojnie (raczej sypia dobrze, ale sie zdarzy), sciele lozko, robie jej cos do jedzenia, kanapki do pracy, odkurzam i wiele innych wiekszych i mniejszych prac domowych. Wiec tak do konca to nie jest chyba jedyna przyczyna. Cos w niej zostalo zaduszone, czasami nawet nie chce rozmawiac o naszych problemach, dusi je w sobie, ale nie porozmawia, bo podczas rozmowy czesto potrafi sie strasznie rozzloscic (i mnie przy okazji lecz staram sie nic nie okazywac). Wydaje mi sie, ze nie do konca potrafi sie przede mna otworzyc. I nie wiem jak to przelamac, tak jakby byla jakas bariera, ktora ja oddziela od swiata, bliskich.

Pozdrowienia
Arkadiusz

Drogi Panie Arkadiuszu,

mam kilka hipotez dotyczacych Panskiej sytuacji.

Pierwsza z nich (najbardziej pesymistyczna) to taka, ze Pana zona ma watpliwosci, czy jest Pan wlasciwym czlowiekiem dla niej, jako maz. Wyszla za Pana, urodzila dziecko, musi godzic opieke nad nim z praca i studiami, a zarazem caly ten wysilek podjela niejako dla niewlasciwej osoby. Jest zmeczona i wsciekla, ze musi sie tak meczyc, nie majac do tego motywacji, jaka daje przekonanie co do slusznosci swojego wyboru. Gdyby Pan zaniedbywal ja lub dziecko, nie pomagal w pracach domowych, a "jeszcze lepiej", gdyby ja Pan zdradzal lub zaczal pic - mialaby oczywisty dla siebie i dla wszystkich wokol powod, by oskarzyc Pana o zniszczenie jej szczescia i rodziny. Mialaby wolna reke, gdyby zechciala Pana zostawic bez poczucia winy - wszyscy odniesliby sie do tego ze zrozumieniem i wspolczuciem. W sytuacji, kiedy przynosi Pan kwiaty, wyrzuca smieci, opiekuje sie dzieckiem i pomaga w domu, sytuacja nie jest taka prosta. Nie ma oczywistych powodow, pozwalajacych otwarcie wyladowac na Panu wscieklosc. Przeciwnie, moze miec watpliwosci, czy sama jest w porzadku, bedac z czlowiekiem, ktorego nie kocha, a ktory tak sie przeciez stara. Dlatego te Panskie starania moga chwilami zloscic ja jeszcze bardziej, gdyz komplikuja jej obraz sytuacji. Jesli potrzebuje znalezc winnego wlasnego niezadowolenia z malzenstwa, to trudno jej wtedy samej uwierzyc, ze jej brak milosci wobec Pana to tylko Panska wina.

Gdyby ta hipoteza byla prawdziwa, nalezaloby szczerze o tym porozmawiac - jak ulozyc sobie nawzajem zycie w sytuacji, gdy zona ma watpliwosci, czy kocha meza, czy dokonala wlasciwego wyboru. Otwartosc w tej sprawie i nie podejmowanie zadnych pochopnych decyzji moze pozwolic na wypracowanie jakiegos rozsadnego rozwiazania. Watpliwosci zony moga zniknac z czasem, moze ona uznac swoj wybor i zdecydowac sie na poniesienie za niego odpowiedzialnosci, moze czesciowo rozladowac tlumiona zlosc, przez sam fakt otworzenia tego problemu (pozbedzie sie bowiem poczucia winy zwiazanego z wrazeniem, ze oklamuje meza), co ulatwi oczyszczenie atmosfery. Moze tez zdecydowac sie na rozwod. Kazde z tych rozwiazan bedzie lepsze dla Pana, niz zdradzanie zony czy naduzywanie alkoholu.

Jesli jednak zona nie zdecyduje sie na otwartosc, to w kazdej sytuacji zapewne czekaja Pana wieksze lub mniejsze klopoty. Jesli znajdzie Pan kochanke lub zacznie pic, zona będzie mogla wystapic o rozwod z Pana winy.

Jesli nie zrobi Pan zadnych glupstw (jak naduzywanie alkoholu lub zdradzanie zony), lecz wystapi Pan o rozwod z powodu seksualnego niedopasowania, moze wowczas co najwyzej uzyskac Pan rozwod bez orzekania o winie. Raczej nie moze liczyc Pan na przyznanie Panu opieki nad dzieckiem, bedzie Pan wiec placil na nie alimenty.

Druga hipoteza rowniez wiaze sie z wsciekloscia Pana zony, lecz jej powody nie musza byc az tak powazne. Powodow do zlosci moze miec duzo, trudno jednak spekulowac o nich, jesli o nich nie mowi. Po urodzeniu dziecka mogly odezwac sie w niej stlumione emocje z jej dziecinstwa, z ktorymi trudno jej sobie poradzic. Moze byc rozczarowana faktem, ze posiadanie dziecka wiaze sie z takim nawalem obowiazkow i koniecznoscia rezygnacji z dotychczasowego, bardziej wygodnego trybu zycia i obwiniac Pana o to. Moze miec do Pana pretensje, ze zawiodl Pan jakies jej oczekiwania, ktore nigdy nie zostaly ujawnione. Moze zarabia Pan za malo pieniedzy (co w dzisiejszych czasach stalo sie atrybutem meskosci) wiec karze Pana ograniczajac te aspekty swojej kobiecosci, ktore dla Pana sa najbardziej atrakcyjne. Moze czuc sie nieatrakcyjna dla innych mezczyzn przez to, ze rodzac dziecko tak wiele zainwestowala w zwiazek z Panem, przez co pozostaje uzalezniona od Pana, bardziej, niz Pan od niej. Itd. itp.

To wszystko da sie wyjasnic, jesli czesto sie szczerze rozmawia. Jednak jesli brakuje szczerych rozmow, bliscy ludzie oddalaja sie od siebie. Twierdzenie, ze przeszkadza jej w Panu zapach piwa, to oczywista bzdura. Jesli ktos nas zlosci, wtedy nam wszystko w nim przeszkadza. Jesli sie kogos lubi, a jest sie uczulonym na zapach piwa - od razu, przy pierwszym piwie mowi sie: "prosze, nie pij przy mnie, nie lubie tego zapachu, nie bede mogla Cie pocalowac". Nie czeka sie wowczas na specjalna okazje do szczerej rozmowy, by uroczyscie powiedziec o takim drobiazgu. Tak wiec "szczera rozmowa", o ktorej Pan wspomina w swoim liscie, raczej nie byla zbyt szczera i nie dziwie sie, ze nic nie zmienila w Waszych relacjach, pomimo, ze ograniczyl Pan picie piwa.

Jedna z rzeczy, jakie moze Pan zrobic, jesli szczera rozmowa bedzie niemozliwa, to pozwolic jej sprawdzic, czy zalezy jej jeszcze na bliskosci z Panem. Moze Pan wowczas nie narzucac sie z czulosciami i zrezygnowac z seksu przez dluzszy czas (np. 1 miesiac). W tej chwili ona nie moze doswiadczyc, czy brakowaloby jej Pana bliskosci, gdyby Pana nie bylo. Pan swoim zachowaniem to uniemozliwia. Oczywiscie taka proba wiaze sie z pewnym ryzykiem - moze bowiem odkryc, ze jest jej lepiej, gdy Pan jest bardziej na dystans, co moze ja jeszcze bardziej oddalic od Pana.

Trzecia hipoteza jest bardziej biologiczna niz psychologiczna. Byc moze jej potrzeby seksualne sa mniejsze niz Pana, a ona nie widzi zadnego powodu, by Panu ulegac w tej sprawie. Zadna madra kobieta nie powiedziala jej, ze lepiej nie ryzykowac rozpadu malzenstwa czy zdrad meza z powodu seksualnego niedopasowania, ani, ze kiedys, gdy bedziecie Panstwo czterdziestolatkami, sytuacja moze sie odwrocic i warto juz teraz wypracowac jakis modus vivendi w tej dziedzinie.

Pozdrawiam serdecznie -

Boguslaw Wlodawiec




Witam,

(...) Nie używam narkotyków (choć ostatnio nieco różnych wyskokowych trunków - ale broń boże sama do lusterka - choć przyznaję zdarzyło się z raz...), nie jestem też w depresji (no może maleńka nerwica nieodbiegająca od standardów europejskich, przynajmniej ja już jestem w UE).
Chcę pogadać o kobiecym sercu, o głupocie zauroczeń, o łzawej nostalgii i tym podobnych bzdurach, ale chcę też żeby był to ktoś, kto odpowie mi na pytanie jak sobie pomóc, jak unikać firmowych miłości i co zrobić gdy taka się zdarza (i nie mam ochoty na kretyńskie podręczniki typu 100 porad jak się zakochać albo odkochać (jak kto woli). Pamiętnik, tej jak jej tam, Bridget Jones (sprawdziłam jak się to pisze w gazecie) - też odpada. Oglądałam i poza tym, że wszystkie jesteśmy idiotkami, niewiele więcej wywnioskowałam. Zresztą to, to i tak powszechnie wiadomo, nawet wszelkim feministkom. Przepraszam - idiotkami bywamy. Jedne trochę bardziej, inne trochę mniej (oczywiście to też zależy od wieku). A propos wieku, no ja już taką zupełną idiotką nie jestem - 34 to dobry wiek.

Może powinnam zacząć od początku (którego?). Tego dość dalekiego? Tego bliższego? Nie jestem pewna czy nie zanudzę Pana na śmierć. (...)

Coś o sobie: 34 lata, mężatka od 10 lat, z jednym facetem od 3 klasy szkoły średniej (proszę nie liczyć nawet, ile to lat, szkoda czasu), po studiach, sześcioletni syn, pracuję prawie trzy lata. Szkoła podstawowa dała mi poczucie, że zawsze mam swoje zdanie, dom z tego okresu, że jestem "inna". Długo myślałam, że na czole i plecach mam wypisane - mój ojciec ma kochankę. Myślałam, że tylko ja mam taki dom, że tylko ja pojechałam na wakacje z ojcem i jego kochanką. Potem przeszło mi, choć jeszce w 2 klasie szkoły średniej otrzymałam list,. w którym jakiś życzliwy pisał, zacytuję choć samego listu nie pamiętam: "twój ojciec się kurwi". List był chyba dość mocny i dosadny, żałuję, że nie zostawiłam go na pamiątkę - pamiątkę ludzkiej "życzliwości" oczywiście. Dlaczego o tym piszę, chyba dlatego, że cała ta sprawa miała potem wpływ na moje wybory, miłości itp. Jest we mnie sam zamęt. Kiedy myślę o swojej pierwszej wizycie w banku śmieję się sama do siebie. Na początku zostałam sekretarką w dziale windykacji. Pamiętam dzień w którym pierwszy raz wyciągnęłam rękę do faceta, (sorry, do problemu) o którym mowa. Powitanie było zwyczajne a jednak. Czy zawsze na dnie czyiś oczu czai się coś, czego nie da się wyrazić, a co boli i sprawia prawdziwą rozkosz zarazem?

Moja ty naiwności. Tak czy innaczej, dwa lata temu w lutym (na balu firmy) - nie muszę dodawać, że byliśmy dobrze pijani, zrobiliśmy coś o czym dorośli ludzie nawet nie wspominają. No bo czym jest dla dorosłego faceta, mającego rodzinę, pocałunek skradziony "po pijaku" koleżance z pracy?
(...) Tzn - ja wtedy nie byłam jeszcze taka mądra. Wiem to teraz, wiem - bo na każdym kroku, na wszystkich imprezach i td, spotykam facetów, którzy sciągają obrączki, był nawet taki, który jasno wyrażał się o moim "niewyżyciu seksualnym" - oczywiście chętnie służył mi pomocą. Jakoś nie skorzystałam. Od czasu balu, unikałam go solennie, prawie nigdy z nim nie rozmawiałam, męczyłam się ale jakoś to było. Aż do września tego roku. Tak się złożyło, że odchodził nasz szef.

Zorganizowaliśmy przyjęcie. Przyszedł, pomyślałam, że powinnam natychmiat uciec, ale tego nie zrobiłam. Popijaliśmy winko, było extra. Około 1 w nocy wpadliśmy na genialny pomysł - idziemy tańczyć. Oczywiście tańczyłam - nie sama, nie tańczyłam - całowaliśmy się tak jak z nikim przez całe moje życie się nie całowałam. Szeptał (może mówił, ale dla mnie był to szept), że przyszedł, bo wiedział, że tu będę, szeptał - "wiem co czujesz". Pewnie nie trudno było mu zauważyć, nie jest idiotą. Nic więcej się nie stało. Nic? Oprócz tego, że sobota stała się dla mnie jedna wielką raną, niedzielę przeżyłam tylko dlatego, że akurat była procesja.

Modliłam się - Boże, ratuj mnie. Nigdy nie całowałam żadnych relikwii, nigdy nie prosiłam tak mocno. Poniedziałek, to historia opowiedziana jednej jedynej osobie - do tej pory chyba nikt w firmie, nie wie co się między nami wydarzyło. Powiedziałam tylko, muszę z tobą porozmawiać.
Usiedliśmy we wtorek - ja poprosiłam, żeby nigdy więcej mnie nie dotykał, on powiedział, że to był tylko sen. Sen, niewątpliwie, tyle, że zmienił wszystko w moim życiu. Zmienił mnie. Przez ostatnie dwa miesiące nie mogę spać, nie mogę się skupić, nie mogę pracować.

Dzięki wytrwałemu uporowi mogę już słuchać jego głosu, słuchać jego telefonu, mogę już znieść jego obecność w tym samym pokoju (dzielimy pokój biurowy) Nie uciekam po każdej byle jakiej wymianie słów, moje imię nie umiera - tak się stało, gdy pewnego dnia nie powiedzał juz więcej Madzia - tylko zupełnie poprawnie Magdalena. Może już nawet tak nie cierpię. Chyba też juz nie piszę wierszy - choć nie przelewałam ich na papier. Jest jescze coś - chcę wrócić do siebie. Do mojej pracy, myślenia, skupienia. Nie wiem, może joga? Może to mnie uspokoi, ukoi, może łatwej mi będzie zapomnieć. Uśmiecha się do mnie, ja do niego. Gdybym spotkała go 10 lat temu, zakochałabym się bez pamięci. Powiedziałam to tamtej nocy.
Odpowiedział, że wtedy sam nie wiedział, kim jest. Kompletnie zwariowałam. A on? Tamtej nocy - szepnął - ja także zwariowałem.

Chciałabym się obudzić. Obudzić i wiedzieć, że jestem znowu wolna. Każdego dnia być coraz bardziej wolna - od niego. Czy go pragnę? Chyba tak, ale doprawdy nie wiem. Kiedy kochałam się z mężem - jego imię szeptane, krzyczane gdzieś w środku było jedynym powodem dla, którego w ogóle sie kochałam, kochałam namiętnie, kochałam ze łzami, kochałam samotnie. Proszę mnie obudzić - najchętniej jednym słowem. (...)
Magdalena

Droga Pani Magdaleno,

dwa wątki zwracają moją uwagę. Pierwszy, to zauroczenie kolegą w pracy. Nie widzę w tym nic nadzwyczajnego i nie przywiązywałbym do tego specjalnej wagi (choć rozumiem, że teraz Pani czuje inaczej). Miłość w małżeństwie to nie tylko zakochanie, namiętność i inne miłe emocje, to także przyjęcie pewnego zobowiązania i odpowiedzialności za nie. To również ciągła praca nad relacją z drugą osobą.

Oczywiście stopień bliskości nigdy nie jest niezmienny, to raczej sinusoida. Może więc Pani czasem czuć się bliżej, czasem dalej męża. Mogą więc zdarzyć się chwile zauroczenia inną osobą.

Wyobrażam sobie, że zauroczenie kolegą w pracy ma duży wpływ na Pani emocje, jednak nie uniemożliwia Pani kierowania swoim postępowaniem. Nadal pozostaje kwestią Pani decyzji, co zechce Pani zrobić z tym zauroczeniem. Samo zauroczenie do niczego Pani nie zmusza, ani nie pozbawia możliwości wyboru.

Ma Pani kilka możliwości: może Pani zdradzać męża, może Pani się z nim rozwieść, może Pani powstrzymać się od kontaktów z kolegą w pracy i poczekać, aż uspokoją się Pani silne emocje.

Mam wrażenie, że skłania się Pani do ostatniego rozwiązania. W tym ostatnim przypadku strategia znana od wieków i zazwyczaj skuteczna nazywa się "co z oczu to i z serca". Zgodnie z nią należałoby nie podsycać zauroczenia kontaktowaniem się z nim, lecz przeciwnie - starać się nie spotykać z kolegą. Być może w tym celu należałoby zmienić pracę, jeśli jest to możliwe.

Drugi wątek, jaki przychodzi mi na myśl, to przypuszczenie, że z jakiś przyczyn Pani szuka takich sytuacji i sama je prowokuje. W tym przypadku zmiana pracy nie rozwiąże problemu, bo bedzie Pani kokietować nowego kolegę w nowej pracy.

Jedną z przyczyn takiego stanu rzeczy może być ambiwalentny stosunek do ojca w związku z jego zdradami matki. Źle się stało, że jako dziecko była Pani zmuszona zastanawiać się nad meandrami życia płciowego rodziców, gdyż w takiej sytuacji problem określenia swojego stosunku do ojca i do jego postępowania przerasta możliwości dziecka.

Wyobrażam sobie, że w naturalny sposób mogła Pani mieć wobec niego sprzeczne emocje. Z jednej strony zapewne go kochała go Pani i chciała go jakoś usprawiedliwić, z drugiej - zapewne nie podobało się Pani, że ojciec zdradza matkę z inną kobietą. Ponadto Pani sama także mogła być zazdrosna o ojca.

Teraz, kiedy jest Pani dorosłą kobietą, łatwiej Pani rozumować używając bardziej subtelnych rozróżnień. Może Pani np. powiedzieć do ojca: "kocham cię, ale nie akceptuję twojego postępowania"; albo "kocham cię, ale nie zmierzam oceniać twoich relacji seksualnych, bo to nie moja sprawa". Może Pani mieć także własny system wartości w sprawach seksu, różny od systemu wartości rodziców.

Ostatni problem, to Pani relacja z mężem. Zapewne nie jest Pani z nim teraz zbyt blisko, ponieważ dzieli Was Pani tajemnica. Pozostaje jednak pytanie, jak było wcześniej i na ile blisko była Pani z mężem, zanim poznała Pani kolegę z pracy. Nie wykluczone, że w Pani relacji z mężem pozostaje coś do zrobienia.

Pozdrawiam serdecznie –

Bogusław Włodawiec

***


Siedzę w pracy i od nowa odkrywam przyjemność przyziemnych rzeczy - pamietania o wszystkim co dzisiaj się zdarzyło. I nareszcie nie musze uciekać, kiedy tylko dzieje się coś jak rozmowa z wiadomą Panu osobą.

Zaczyna otaczać mnie spokój (...). Nie myślę narazie o swoim małżeństwie, przyjdzie czas na zastanowienie się czego ja od niego chcę. (..)

Pozdrawiam

Magdalena




Inne>

Szanowny Panie

Zwracam sie do pana z prosba o dokladne ocenienie stanu mojego zdrowia. Lekarz psychiatra ocenil go jako "F22". Osobiscie bardzo sie boje mojego psychiatry i chcialbym sie dowiedziec co dokladnie oznacza "F22". Nigdzie nie moge znalezc tej informacji - bardzo prosze o kontakt.

Z gory dziekuje

Henryk

Drogi Panie Henryku,

wydaje mi sie, ze najbardziej naturalna sytuacja byloby, gdyby poprosil Pan swojego lekarza o wyczerpujace wyjasnienia nt. stanu Panskiego zdrowia. Sytuacja, w ktorej nie rozmawia Pan ze swoim lekarzem o waznych dla Pana sprawach dotyczacych diagnozy czy terapii nie jest dla Pana korzystna. Przypuszczam, ze nic sie nie stanie, jesli odwazy sie Pan zadawac mu pytania na ten temat. Prawdopodobnie uzyska Pan wszelkie potrzebne Panu informacje.

F22 oznacza "uporczywe (utrwalone) zaburzenia urojeniowe". Oznacza to, ze powinien przyjmowac Pan leki antypsychotyczne, przepisane przez lekarza psychiatre i regularnie, w uzgodnionych terminach przychodzic na wizyty kontrolne. Leki te powinny zmniejszyc Pana obawy przed ludzmi. W niektorych placowkach istnieje mozliwosc grupowych spotkan pacjentow z podobna diagnoza (np. w ramach klubu pacjenta) w celu wspolnego spedzania wolnego czasu. Zmniejsza to izolacje spoleczna pacjentow, co korzystnie wplywa na przebieg choroby (wielu pacjentow bowiem to osoby samotne). Moze Pan dowiedziec sie, czy w placowce, w ktorej Pan sie leczy, istnieje taka oferta.

Sciskam dlon -

Boguslaw Wlodawiec




Imiona i inne dane autorow powyzszych listów zostaly zmienione. Pominieto listy od osób, które nie zyczyly sobie publikowania ich tutaj.

Ze względu na brak czasu zakonczylem udzielanie porad na tej stronie. Mam nadzieję, ze wśród odpowiedzi znajdujących się na niej udalo się Państwu znaleźć potrzebne informacje.